Sąd i kurator posłali dziecko na melinę
13-letnia dziewczynka nie mogła liczyć na niczyją pomoc
- 15.01.2007 19:29
Nikt też nie czuje się winny tragedii, jaka spotkała 13-letnią wychowankę puławskiego domu dziecka. Dziewczynka została zgwałcona w domu swojej matki. Potwierdziła, że wykorzystało ją seksualnie trzech mężczyzn. Do tej pory nie ustalono nazwisk zboczeńców. Dziecko jest w ciąży.
Dlaczego puławski sąd zgodził się, żeby dziewczynka pojechała na wakacje do matki, choć już wcześniej spotkała tam wielka krzywda? W lipcu 2004 roku została zgwałcona po raz pierwszy i to na oczach pijanej matki. W sądzie pokazują palcem na kuratora. - Sąd, wydając decyzję, opierał się na wywiadzie kuratora sądowego. To on sprawdzał warunki, jakie matka mogła zapewnić dziewczynce. A w jego wywiadzie sprzed wakacji nie było informacji, które byłyby podstawą do odmowy - tłumaczy Danuta Wolska, zastępca prezesa Sądu Rejonowego w Puławach.
Stefan Wypych, kurator sądowy, autor korzystnej dla matki opinii, nie chciał ten temat rozmawiać. - W zawodzie pracuję od 30 lat. Ciekawszych przypadków znam tysiące - odparł lekceważąco.
Byliśmy na miejscu dramatu, żeby sprawdzić jak kurator mógł się tak pomylić. Dom matki skrzywdzonego dziecka bardziej przypomina komórkę niż mieszkanie. W środku jedno niewielkie pomieszczenie z trzema rozpadającymi się łóżkami i telewizorem. Brud. Na ścianach grzyb. I przenikliwe zimno. Matki nie ma. W domu jest tylko 30-letni brat dziewczynki. Pijany. - Czasami przecież trzeba coś wypić. No to przychodzili do nas koledzy - chętnie opowiada.
Zmienia ton, kiedy pytamy, co spotkało jego siostrę. - Ja tam nie wiem, czy to się stało w domu. I to wcale nie musi być tych trzech, co tu przychodzili - mówi. - Teraz mogą mieć do nas pretensje.
Jak wygląda życie w tym domu, wiedzieli mieszkańcy całej miejscowości. Nie wtrącali się. - Nie mój cyrk, nie moje małpy - tłumaczy jeden z nich. - Miałem zaglądać im przez okno po nocy? - ucina.
- Sama się zastanawiałam, co mogłabym zrobić. Ale teraz już za późno - dodaje kolejna kobieta.
W Zespole Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych w Puławach, gdzie od dwóch lat mieszka dziewczynka, tłumaczą, że nic nie wiedzieli. - Zawsze mówiła, że wszystko jest w porządku. Z matką również rozmawialiśmy, kiedy odwiedzała córkę w Domu Dziecka. Nic nie wskazywało, że w domu rodzinnym może dziać się coś złego - wyjaśnia Lech Piekarz
Kobieta zostanie prawdopodobnie całkowicie pozbawiona władzy rodzicielskiej. A jej córka trafi do innej placówki. Śledztwo w sprawie wykorzystywania seksualnego prowadzi prokuratura. Rzecznik praw dziecka, którego w czwartek prosiliśmy o interwencję, zażądał od prokuratury wyjaśnień w tej sprawie.
Reklama












Komentarze