Jedna osoba nie żyje. 40 tys. domów bez prądu. Setki powalonych drzew. 500 interwencji strażaków
W Puchaczowie wichura zepchnęła do rowu melioracyjnego 60-letniego mężczyznę poruszającego się o lasce. Znalazł go strażak ochotnik. Ale na ratunek było za późno.
Huragan Cyryl uderzył w czwartek wieczorem. - Wiatr osiągał nawet 84,6 km/h. To mniej, niż przewidywaliśmy - informuje Andrzej Misztal ze stacji meteo w Radawcu k. Lublina.
Ale i to wystarczyło. - Odebraliśmy prawie 500 wezwań, najwięcej z Lublina. Od lat nie mieliśmy takiej doby - przyznaje Aneta Wożakowska-Kawska ze straży pożarnej. Żywioł nie oszczędził nawet strażaków, zrywając część dachu z ich komendy.
Jan Raczkowski od rana wynosił gruz z posesji w Chodlu. - To dom moich dzieci. Dobrze, że nie było ich tu w czasie nawałnicy. Wiatr zerwał pół dachu - mówi mężczyzna. Straty szacuje na ponad 10 tys. zł. Nie był ubezpieczony. Polisę ma Czesław Bednarczyk z Wojcieszyna, ale nawet to go nie pociesza. - Na odszkodowanie poczekam pewnie rok.
Do tragedii niewiele brakowało w Zamościu. Wiatr zniósł niemal na samą szosę wielkie wentylatory z sali gimnastycznej Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 3. - Taki wentylator waży ze 100 kg - szacuje Antoni Wroniak, dyrektor szkoły. Huragan zniszczył 300 mkw. dachu. Zajęcia sportowe odwołano.
Od 40 tys. do 50 tys. gospodarstw nie miało wczoraj prądu, bo żywioł uszkodził linie energetyczne. - Ściągnęliśmy do pracy wszystkich ludzi z urlopów - mówi Dorota Szkodziak, rzecznik Lubelskich Zakładów Energetycznych Lubzel. W teren wyruszyli nawet pracownicy biurowi.
Drzewa łamały się jak zapałki. W Lublinie runęła ich ponad setka. Strażacy przez cały dzień usuwali z dróg powalone pnie i konary. Trzeba było wycinać nawet drzewa, które jeszcze stały. - Bo w każdej chwili mogą runąć - mówi Elżbieta Hanc, dyrektor Zespołu Szkół Elektronicznych w Lublinie, wokół którego rośnie kilkadziesiąt smukłych i kruchych topoli. To z tymi drzewami było najwięcej problemów: przy ul. Chodźki podczas silniejszych podmuchów korzenie... unosiły chodnik. - Połamane drzewa uszkodziły w Lublinie przynajmniej sześć samochodów - wylicza Michał Badach z lubelskiej straży.
W stolicy regionu stały rano trolejbusy. Zamarł ruch na budowach. - Przy takim wietrze nie mogą pracować dźwigi - tłumaczy Justyna Durmaj ze spółki, która stawia największe w Lublinie centrum handlowe. Zgasły światła na skrzyżowaniach. - Było tak w dwunastu miejscach - informuje Joanna Kapica z lubelskiego Ratusza. Wicher złamał maszt antenowy na budynku policyjnych garaży w Lublinie. Antena rozbiła 30 okien. Problemy mieli też podróżni. Pospieszny z Jeleniej Góry do Lublina spóźnił się sześć godzin.
Dziś wiatr ma osłabnąć. (P.P, JAŚ, MM, LEW)
Reklama












Komentarze