Koszykarze Startu AZS odrobili lekcję po feralnej porażce ze Stalą Stalowa Wola.
ARTUR TORUŃ
12.02.2007 12:03
W kolejnym meczu nie powtórzyli błędów sprzed tygodnia i pokonali w Pruszkowie tamtejszy Znicz Basket. Najlepszym zawodnikiem na parkiecie był Jacek Olejniczak, autor aż 20 zbiórek.
Center lubelskiego zespołu królował w podkoszowej strefie, a do swojego dorobku dodał 22 pkt. Z linii rzutów wolnych uzyskał 71-procentową skuteczność (trafił dziesięć razy na 14 prób), co w przypadku Jacka Olejniczaka jest dużym wyczynem. Środkowego Startu AZS bardzo dobrze wspierał rozrywający Michał Sikora, który zdobył tylko punkt mniej od kolegi, miał 9 asyst, a na 6 rzutów zza linii 6,25 m trzykrotnie ulokował piłkę w koszu rywali.
- Z Michałem graliśmy dosyć równo, ale nie tylko my zapracowaliśmy na zwycięstwo ze Zniczem - powiedział Jacek Olejniczak, kapitan Startu AZS. - Paweł Hołota zdobył w ostatniej kwarcie 12 pkt, przyczyniając się do utrzymania naszego prowadzenia. W tej części spotkania ważne \"trójki” zdobyli też Paweł Kosior i Artur Bidyński. Swoje zrobił Michał Nowakowski, wyłączając z gry Marcina Eckę. Jeżeli chodzi o moje rzuty wolne, to rzeczywiście skuteczność w miarę mi dopisywała, ale w tym sezonie ten element generalnie wykonuję lepiej. Może nie w każdym meczu, ale przecież wiadomo, że nigdy nie byłem snajperem.
- Potrafiliśmy również ograniczyć poczynania Michała Wołoszyna, który wyrządził nam wiele szkód w pierwszym meczu - dodał Leszek Maria Rouppert, trener lubelskiej drużyny. - Cieszę się, że wyciągnęliśmy odpowiednie wnioski i wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Jeżeli chodzi o mankamenty, to nadal naszą największą bolączką są straty. Popełniliśmy ich 18 i jakoś nie możemy zejść poniżej tej magicznej liczby. Wyeliminowanie przynajmniej części prostych błędów może nam ułatwić zadanie w następnych konfrontacjach. Ważne, że znowu liczymy się w walce o \"ósemkę”. Wciąż mamy o co grać. Dzięki temu z zawodników jeszcze nie uszło powietrze.
W 8 min meczu w Pruszkowie Start AZS (wystąpił bez Dominika Derwisza) wygrywał 24:14. Później inicjatywę przejęli gospodarze, prowadzeni przez trenera Jacka Gembala. W 17 min na tablicy pojawił się wynik 37:32. W trzeciej odsłonie goście przełamali chwilowy kryzys i ponownie objęli prowadzenie (53:50 w 25 min). Sytuacja zmieniała się jednak jak w kalejdoskopie, a na odpowiedź miejscowych czekaliśmy do 33 min, kiedy Znicz doprowadził do stanu 74:70. Ale i ten atak rywali nie zbił z tropu Startu AZS. Kosior oraz Bidyński zaaplikowali przeciwnikom dwie \"trójki”, a Nowakowski poprawił \"dwójkową” akcją (74:78). W 37 min było już 77:86, po rzucie za 3 pkt Hołoty. \"Trójki” zaczęły wpadać także gospodarzom. Zza linii 6,25 m przymierzyli Marcin Matuszewski, Dominik Czubek i Jacek Rybczyński. Na szczęście, lublinianie byli wystarczająco czujni. Szczególnie Hołota, który zrehabilitował się za wpadkę w poprzednim meczu. Skrzydłowy Startu AZS uspokoił atmosferę, przeprowadzając akcję 2+1.
Komentarze