Medalowe nadzieje
Reprezentacji Polski daleko do potęg w sportach zimowych, ale mimo to kibice \"biało-czerwonych” od czwartku mogą przeżywać chwile ogromnych emocji.
- 21.02.2007 12:55
To oczywiście zasługa Justyny Kowalczyk i Adama Małysza, którzy mają duże szanse, aby z dalekiej Japonii wrócić z medalami. - O ich formę jestem spokojny - zapewnia prezes PZN Apoloniusz Tajner.
Artur Ogórek
ogorek@dziennikwschodni.pl
W Sapporo narciarze będą rywalizowali o osiemnaście kompletów medali - w skokach, kombinacji norweskiej oraz biegach. To o jedną konkurencję mniej niż przed dwoma laty w Oberstdorfie. Tym razem postanowiono, aby nie organizować drużynowego konkursu skoków na średnim obiekcie. Dla Polski to żadna strata, bo choć do Japonii poleciało aż pięciu zawodników z ekipy Hannu Lepistoe i Łukasza Kruczka, to przecież trudno byłoby liczyć na dobry wynik. Sam Adam Małysz to stanowczo za mało.
Ale jeden Małysz to i tak dość dużo, aby liczyć na podium w konkurencjach indywidualnych. Tym bardziej że dla Polaka medalowe sukcesy nie są jakąś pierwszyzną. Lider drużyny \"biało-czerwonych” zdobywał już złote krążki - dwukrotnie przed czterema laty w Predazzo, a w roku 2001 w Lahti do tytułu dołożył srebro. Ostatnio nadzieje silniej zaczęły również rozbudzać wyniki skoczka z Wisły w Pucharze Świata. Bo trzy zwycięstwa trudno uznać za przypadkowe.
Pucharową wygraną - pierwszą w karierze - zanotowała także Justyna Kowalczyk, medalistka igrzysk olimpijskich w Turynie. Jeśli w Japonii Polce uda się wskoczyć na \"pudło”, byłby to historyczny sukces, ponieważ nigdy wcześniej reprezentantce naszego kraju nie udało się w mistrzostwach świata zająć miejsca w czołowej trójce. - Największe nadzieje wiążę ze startem w biegu łączonym. Ale ze mną tak już jest, że zawsze wychodzi inaczej, niż myślę. Dwa lata temu, w mistrzostwach świata w Oberstdorfie, najbardziej liczyłam na start właśnie w łączonym, a najlepiej wypadłam na 30 km klasykiem. Z kolei przed rokiem na igrzyskach nastawiałam się na 10 km klasykiem, a brązowy medal zdobyłam na 30 km łyżwą. Wróżką nie jestem, więc wyników nie mogę przewidzieć, ale w każdym starcie będę dawała z siebie wszystko - powiedziała biegaczka, podopieczna Aleksandra Wierietielnego.
Do rozpoczynającej się jutro imprezy dochodzi jeszcze czynnik sentymentalny. Polska już kiedyś przeżywała cudowne chwile dzięki Sapporo. To właśnie w Japonii na dużej skoczni Wojciech Fortuna sięgnął w 1972 roku po złoty medal podczas zimowej olimpiady, który oznaczał jednocześnie tytuł mistrza świata. W tym mieście smak zwycięstwa poczuł wcześniej także Adam Małysz, wygrywając w PŚ. A historia czasem lubi się powtarzać...
Reklama













Komentarze