Po raz kolejny spotkanie Hetmana i Orląt Spomlek zakończyło się polubownie. Radzynianie dołożyli kolejny kamyczek do i tak niemałego dorobku punktowego.
Paweł Grzegorczyk
26.03.2007 13:03
Dla piłkarzy Czesława Palika jedno oczko to kropla w morzu potrzeb, a w perspektywie czekają zamościan dwa arcyciężkie spotkania wyjazdowe - z Kolejarzem Stróże i Motorem.
- Przed meczem remis wziąłbym w ciemno - szczerze przyznawał po spotkaniu Marek Majka, szkoleniowiec radzynian. Życzenia zostały spełnione, choć po pierwszych 45 minutach to gospodarze powinni cieszyć się ze zgarnięcia pełnej puli. Pierwszy sygnał do ataku dał Tomasz Sobczyk, który po akcji duetu Łukasz Giza - Maciej Pastuszka w 4 min znalazł się w wymarzonej sytuacji strzeleckiej. Krzysztof Stężała stanął jednak na wysokości zadania i w ładny sposób wybronił uderzenie \"Sopla” z najbliższej odległości. Po dziesięciu minutach nieporadnie wybita piłka trafiła pod nogi Łukasza Gizy, jednak i tym razem na posterunku zameldował się Stężała. Sześć minut później były napastnik z Radzynia spełnił przedmeczową obietnicę i trafił do bramki swojego byłego klubu. - To była właśnie bramka w radzyńskim stylu. Ktoś rzuca prostopadłe podanie, inny zgrywa głową do napastnika. Cieszę się, że strzeliłem. Szkoda tylko, że nie za trzy punkty - przyznawał Łukasz Giza. Radzynianie odpowiedzieli jedynie mocno niecelnymi uderzeniami Pawła Pliszki i Marka Piotrowicza. Trzecia próba była za to zabójcza. Końcowe minuty pierwszej odsłony okazały się dla Spomleku niezwykle szczęśliwe. Gdy piłkarze Czesława Palika byli już myślami w szatni, Piotrowicz zdecydował się na atomowy strzał z 30 m. Piłka, zanim zatrzepotała w siatce, zdmuchnęła jeszcze pajęczynę w bramce Mateusza Karnasa. - Z Markiem już tak jest. Jak piłka usiądzie mu na nodze, bramka gwarantowana - chwalił byłego kolegę Łukasz Giza.
Tuż po zmianie stron piłkarze Marka Majki otrzymali nieoczekiwany handicap. Po nieodpowiedzialnym wybiciu piłki przez Karnasa, Łukasz Sękowski, ukarany wcześniej żółtą kartką, ratował sytuację, nieprzepisowo powstrzymując wychodzącego na czystą pozycję Damiana Panka. Pomimo osłabienia zamościanie mogli wyprowadzić kolejny cios. Sobczyk urwał się lewą stroną, posłał mocne dośrodkowanie w pole karne, jednak do siatki, zamiast piłki, wpadł... Giza. Końcowe minuty to zdecydowane ataki radzynian. Dwukrotnie w sukurs Mateuszowi Karnasowi przychodzili obrońcy. Najpierw po szarży Panka piłkę zmierzającą do bramki wybił Tomasz Tomasik, a później podobnym wyczynem popisał się Prejuce Nakoulma.
BRAMKI
1:0 – Koczon (11), 1:1 – Kozubek (51), 2:1 – Ptaszyński (62), 3:1 – Tomczyk (89 z karnego), 3:2 – Wieczorek (90 z karnego).
SKŁADY
Motor: Studziński – Tomczyk, Ptaszyński, Żmuda, Falisiewicz – Maziarz (87 Karwan), K. Drej, Ljaszko – Koczon (89 H. Drej), Prędota, Popławski.
Korona II: Misztal – Szymoniak, Benkowski, Król, Mójta – Kiełb, Radulj (84 Kaczmarek), Wieczorek, Kozubek – Kopeć (66 Michałek), Zabłocki (79 Rożej).
Żółte kartki: Studziński (M) – Benkowski, Kiełb (K).
Sędziował: Wojciech Pawlicz (Białystok). Widzów: ok. 2 tys.
Komentarze