Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Ostatni krok do tytułu

Już tylko jednego zwycięstwa brakuje piłkarkom ręcznym SPR Safo ICom do wywalczenia tytułu mistrzyń Polski.
Po drugim finałowym meczu play-off z Piotrcovią stan rywalizacji wynosi 2:0 dla lublinianek. Prawdziwego mężczyznę rozpoznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy - mawiał były premier. A jak bywa z kobietami? Wygląda na to, że ta sama maksyma pasuje jak ulał do płci pięknej. Piłkarki ręczne SPR rozpoczęły sezon z dolnego pułapu. Później gry w pucharach pozbawiły je amatorki z Holandii. Końcówka była jednak piorunująca. Lublinianki, eliminując po drodze kolejne rywalki, bez większych problemów dotarły do finałowej fazy rozgrywek i są o krok od obrony mistrzowskiej korony. Jeśli dzisiaj w Piotrkowie SPR zagra tak, jak przed tygodniem w Lublinie, 12 złoty krążek w historii lubelskiego szczypiorniaka zawiśnie na ich szyi. - Nad Piotrcovią mamy teraz przewagę w sferze psychicznej, bo w najgorszym przypadku o mistrzostwie decydować będzie piąty mecz u nas, w Lublinie. Wierzę jednak, że kolejny tytuł wywalczymy już dzisiaj, w Piotrkowie - mówi Magdalena Chemicz, bohaterka pierwszego meczu finałowego. - Jesteśmy w komfortowej sytuacji. To rywalki będą musiały wspiąć się na wyżyny, żeby nas pokonać. Wiemy, że Piotrcovia zakładała odniesienie przynajmniej jednego zwycięstwa na naszym parkiecie. Teraz, kiedy ich plan wziął w łeb, będą musiały odrobić straty. Ciąży na nich silna presja, a nerwy są złym doradcą. My jesteśmy spokojni - uważa prezes SPR Andrzej Wilczek. Lublinianki wyruszyły do Piotrkowa już wczoraj. - Wiem, że to tylko 220 km, ale nie chcemy niczego zaniedbać. W dniu meczu pospacerujemy po parku, a później przeniesiemy się do hali. Cieszy nas, że mecz poprowadzi eksportowa para arbitrów Baun-Góralczyk - dodaje prezes Wilczek, który nie dopuszcza myśli, że w wyłonieniu mistrza potrzebne będzie czwarte lub piąte spotkanie. Chcąc nie chcąc, lubelskie zawodniczki zostały postawione pod ścianą i skazane na kolejny sukces odniesiony na obcych parkietach. Choćby z tak prozaicznej przyczyny jak... brak hotelu. - Musimy rozstrzygnąć sprawę tytułu w sobotę. Hotel, w którym się zatrzymaliśmy został wynajęty na wesele. W innych miejsc po prostu brak - śmieje się Wilczek.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama