Ostatni krok do tytułu
Już tylko jednego zwycięstwa brakuje piłkarkom ręcznym SPR Safo ICom do wywalczenia tytułu mistrzyń Polski.
- 04.05.2007 18:53
Po drugim finałowym meczu play-off z Piotrcovią stan rywalizacji wynosi 2:0 dla lublinianek.
Prawdziwego mężczyznę rozpoznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy - mawiał były premier. A jak bywa z kobietami? Wygląda na to, że ta sama maksyma pasuje jak ulał do płci pięknej. Piłkarki ręczne SPR rozpoczęły sezon z dolnego pułapu. Później gry w pucharach pozbawiły je amatorki z Holandii. Końcówka była jednak piorunująca. Lublinianki, eliminując po drodze kolejne rywalki, bez większych problemów dotarły do finałowej fazy rozgrywek i są o krok od obrony mistrzowskiej korony.
Jeśli dzisiaj w Piotrkowie SPR zagra tak, jak przed tygodniem w Lublinie, 12 złoty krążek w historii lubelskiego szczypiorniaka zawiśnie na ich szyi. - Nad Piotrcovią mamy teraz przewagę w sferze psychicznej, bo w najgorszym przypadku o mistrzostwie decydować będzie piąty mecz u nas, w Lublinie. Wierzę jednak, że kolejny tytuł wywalczymy już dzisiaj, w Piotrkowie - mówi Magdalena Chemicz, bohaterka pierwszego meczu finałowego.
- Jesteśmy w komfortowej sytuacji. To rywalki będą musiały wspiąć się na wyżyny, żeby nas pokonać. Wiemy, że Piotrcovia zakładała odniesienie przynajmniej jednego zwycięstwa na naszym parkiecie. Teraz, kiedy ich plan wziął w łeb, będą musiały odrobić straty. Ciąży na nich silna presja, a nerwy są złym doradcą. My jesteśmy spokojni - uważa prezes SPR Andrzej Wilczek.
Lublinianki wyruszyły do Piotrkowa już wczoraj. - Wiem, że to tylko 220 km, ale nie chcemy niczego zaniedbać. W dniu meczu pospacerujemy po parku, a później przeniesiemy się do hali. Cieszy nas, że mecz poprowadzi eksportowa para arbitrów Baun-Góralczyk - dodaje prezes Wilczek, który nie dopuszcza myśli, że w wyłonieniu mistrza potrzebne będzie czwarte lub piąte spotkanie. Chcąc nie chcąc, lubelskie zawodniczki zostały postawione pod ścianą i skazane na kolejny sukces odniesiony na obcych parkietach. Choćby z tak prozaicznej przyczyny jak... brak hotelu. - Musimy rozstrzygnąć sprawę tytułu w sobotę. Hotel, w którym się zatrzymaliśmy został wynajęty na wesele. W innych miejsc po prostu brak - śmieje się Wilczek.
Reklama













Komentarze