Protestują i... gromią
Prawdziwy festiwal strzelecki urządzili sobie piłkarze Lublinianki, którzy w sobotę rozgromili beniaminka z Parczewa aż 8:1 (3:0).
- 06.05.2007 18:52
Mecz rozpoczął się z opóźnieniem, gdyż podopieczni trenera Zbigniewa Grzesiaka, w ramach protestu, zwlekali z wyjściem na murawę.
Czego dotyczył protest? Zawodnicy chcieli zwrócić uwagę kibiców na złą sytuację finansowo-organizacyjną w klubie. Na szczęście ich postawa przed pierwszym gwizdkiem nie wpłynęła na to, co działo się na murawie. A lublinianie grali jak z nut, czego dowodem był efektowny dorobek bramkowy. - Przyznam, że nikt z nas nie spodziewał się, że tak łatwo nam pójdzie. Na dobrą sprawę mogliśmy wygrać jeszcze wyżej, ale zadowoleni wysokim prowadzeniem nieco odpuściliśmy - przyznał po meczu Krzysztof Gralewski, strzelec jednego z goli. Worek z bramkami już w 3 min rozwiązał Radosław Szynkaruk, który popisał się ładnym uderzeniem z dystansu. Po kwadransie było już 2:0 i... - Z moich zawodników zupełnie zeszło powietrze - nie ukrywa Zbigniew Smolińskim, szkoleniowiec gości. - Po wygranej z Bełżycami byłem optymistą, jednak bez ambicji i szczęścia nie da się wywalczyć korzystnego rezultatu. Tym bardziej, że brakuje w drużynie lidera, który poderwie pozostałych do walki - dodaje szkoleniowiec.
W całym meczu parczewianie oddali dwa celne strzały, a jeden z nich dał im honorową bramkę. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Mirosława Furmanka celną główką popisał się Arkadiusz Dąbrowski... - Nie zmniejsza to jednak wstydu. Poważnie zastanawiam się nad tym czy nie oddać się do dyspozycji zarządu klubu. Już dawno mówiłem, że coś takiego mnie nie bawi. Do siebie mogę mieć pretensje tylko o jedno. Za bardzo zaufałem niektórym ludziom, starając się być ich kolegą. Tego nie da się jednak pogodzić z rolą szkoleniowca - kwituje Zbigniew Smoliński.
Reklama













Komentarze