Motor nie zwalnia tempa
Podczas długiego weekendu część Polaków odpoczywała, dla innych był to pracowity okres. Do tych drugich należeli piłkarze Motoru
- 06.05.2007 18:46
W ciągu tygodnia rozegrali aż trzy mecze, inkasując... 9 pkt. Lublinianie wciąż mocno trzymają się na pozycji lidera i z każdą kolejką przybliżają się do awansu do II ligi.
W środę Motor odniósł niezwykle cenne zwycięstwo w Rzeszowie nad tamtejszą Stalą. Z kolei w sobotę doszło w Lublinie do spotkania z rywalem teoretycznie słabszym - Wierną, jednak i ta konfrontacja kosztowała gospodarzy dużo sił. Drużyna z Małogoszcza, broniąca się przed spadkiem, postawiła twarde warunki. Goście dosyć prostymi środkami utrudniali grę lublinianom i czekali na okazje do kontr. Jedna z nich zakończyła się powodzeniem już w 9 min, kiedy długie podanie z głębi pola minęło linię obronną Motoru. Piłka jeszcze otarła się o głowę Piotra Karwana i spadła prosto pod nogi wybiegającego na czystą pozycję Mateusza Kleszcza. Napastnik Wiernej znalazł się w sytuacji sam nas sam z Jakubem Studzińskim i strzelił do siatki obok wybiegającego bramkarza Motoru. Stracony gol tylko na chwilę wywołał konsternację w szeregach gospodarzy. Trzy minuty później lider odrobił stratę. Po zagraniu Karola Dreja (były zawodnik Wiernej) w pole karne, piłkę w pełnym biegu przyjął Piotr Prędota, który zgubił obrońcę i strzałem w długi róg pokonał Tomasza Wróblewskiego. Akcja popularnego \"Pietki” przypominała zagranie sprzed tygodnia, kiedy zawodnik Motoru w podobny sposób strzelił gola Stali Sanok. Scenariusz ostatniego spotkania także był podobny do meczu z ekipą z Sanoka. Do przerwy lublinianie, mimo usilnych prób, nie zdołali zmienić wyniku.
Do solidnej pracy wzięli się w drugiej połowie. Pomogły tez zmiany dokonane w 56 min przez trenera Ryszarda Kuźmę. W ataku Huberta Dreja zastąpił Daniel Koczon. Na boisku musiał się tez pojawić młodzieżowiec, dlatego miejsce Przemysława Żmudy zajął prawy obrońca Damian Falisiewicz. Na lewą stronę lubelskiej defensywy przeniósł się Paweł Tomczyk. Właśnie ten zawodnik, często inicjujący akcje skrzydłami, rozerwał obronę gości w 59 min. Zacentrował w pole karne, gdzie w odpowiednim miejscu i czasie znalazł się Marcin Popławski. Kapitan drużyny sprytnie uprzedził Wróblewskiego i strzałem z bliska uzyskał prowadzenie dla Motoru. Sześć minut później Popławski mógł podwyższyć wynik. Otrzymał idealne podanie od Prędoty, jednak miał kłopoty z opanowaniem piłki, którą zatrzymał na linii bramkowej powracający obrońca. - W okolicach \"piątki” piłka niesamowicie skacze na nierównościach. Dlatego nie zdecydowałem się na natychmiastowe uderzenie. Najpierw chciałem przyjąć piłkę, ale ta mi uciekła - wyjaśnił Marcin Popławski.
Duża przewaga gospodarzy zaowocowała jeszcze jednym trafieniem. Po prostopadłym podaniu Popławskiego, na wolne pole wybiegł Tomczyk, który zachował dużo zimnej krwi, lobując Wróblewskiego. Piłka wpadła do bramki tuż przy słupku, a autor gola w geście radości stanął na... głowie.
W minioną sobotę runda wiosenna przekroczyła półmetek. Do zakończenia rozgrywek pozostało siedem kolejek spotkań. - Tylko tyle i aż tyle. Zdajemy sobie sprawę, ze jesteśmy coraz bliżej celu, jednak nie możemy pozwolić sobie na dekoncentrację. Przed nami jeszcze kilka ciężkich spotkań - powiedział Paweł Maziarz, pomocnik Motoru.
Reklama













Komentarze