Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Małym nakładem sił

Piłkarska ekstraklasa wkracza w decydująca fazę. Przed Górnikiem Łęczna dwa trudne mecze wyjazdowe
Tak było w meczu z Koroną Kielce, później Wisłą Kraków, a teraz z Legią Warszawa. Zdecydowani faworyci, choć dalecy od optymalnej formy, i tak pewnie ograli Górnika. Bo łęcznianie, a przynajmniej niektórzy z nich, znowu robili wrażenie przestraszonych szansą sprawienia sensacji. Legia wygrała, choć nie zaprezentowała się olśniewająco - stwierdzili krytycznie warszawscy dziennikarze. - Nie mieliśmy zbyt wielu problemów z Górnikiem - dodał Piotr Włodarczyk. W bawełnę nie owijał również Veljko Nikitović: Rywale zwyciężyli najmniejszym nakładem sił. I tylko Piotr Bronowicki próbował bronić byłych kolegów. - Górnik wysoko zawiesił nam poprzeczkę, grał agresywnie, ale po przerwie mogliśmy strzelić jeszcze kilka goli - stwierdził \"Skuter”. A wcale tak być nie musiało. Niestety, \"zielono-czarni” nie potrafili utrzymać nieoczekiwanego prowadzenia. - To był decydujący moment - uważa, asystujący przy golu Tomasza Zahorskiego, kapitan zespołu Artur Andruszczak, który tym razem wyszedł na środku pomocy. - Druga bramka podcięła już nam skrzydła i w ustawieniu zaczęły robić się luki. Pierwszy gol to zasługa Toniego Golem, który pechowo główkował do własnej bramki. Chorwat zastąpił w linii obrony Bartosza Jurkowskiego. - Po raz ostatni siedziałem na ławce w meczu z Amiką, przegranym 0:6 - mówi wychowanek Jagiellonii Białystok. - W środę historia zatoczyła koło, bo jesienią, na Legii, wróciłem do składu po dłuższej przerwie, a teraz znowu straciłem miejsce. Nie byłem gotowy do gry na sto procent i trener uznał, w perspektywie meczów z Odrą i Wisłą Płock, abym trochę odpoczął. Długo też na ławce odpoczywali Ferdinand Chi-Fon i Kamil Stachyra. Choć Górnik znowu szybko stracił gola po wznowieniu gry, Krzysztof Chrobak sprawiał wrażenie jakby nic się nie stało. Czyżby zadowalała go nikła porażka z wielką, ale przeciętną Legią? Tak jakby wielką różnicę robiło (przy łącznie straconych 53 golach), czy przegra się 1:2 czy 1:3. W najbliższych dniach Górnika czekają dwa wyjazdy. Pierwsza poważna przeprawa w sobotę w Wodzisławiu. Odra, prowadzona przez doskonale znanego Jacka Zielińskiego, to rewelacja wiosny. Również dzięki golom Jakuba Grzegorzewskiego, który nie potrafił \"odnaleźć się” w Łęcznej. A trzy dni później wyjazd do \"Nafciarzy”, także walczących z nożem na gardle. Jednak grających już znacznie lepiej, pod rządami nowego trenera Czesława Jakołcewicza. I te dwa najbliższe mecze mogą już dać odpowiedź, czy ekipa trenera Chrobaka obroni się na boisku przed degradacją.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama