Reklama
Małym nakładem sił
Piłkarska ekstraklasa wkracza w decydująca fazę. Przed Górnikiem Łęczna dwa trudne mecze wyjazdowe
- 10.05.2007 18:34
Tak było w meczu z Koroną Kielce, później Wisłą Kraków, a teraz z Legią Warszawa. Zdecydowani faworyci, choć dalecy od optymalnej formy, i tak pewnie ograli Górnika. Bo łęcznianie, a przynajmniej niektórzy z nich, znowu robili wrażenie przestraszonych szansą sprawienia sensacji.
Legia wygrała, choć nie zaprezentowała się olśniewająco - stwierdzili krytycznie warszawscy dziennikarze. - Nie mieliśmy zbyt wielu problemów z Górnikiem - dodał Piotr Włodarczyk. W bawełnę nie owijał również Veljko Nikitović: Rywale zwyciężyli najmniejszym nakładem sił. I tylko Piotr Bronowicki próbował bronić byłych kolegów. - Górnik wysoko zawiesił nam poprzeczkę, grał agresywnie, ale po przerwie mogliśmy strzelić jeszcze kilka goli - stwierdził \"Skuter”.
A wcale tak być nie musiało. Niestety, \"zielono-czarni” nie potrafili utrzymać nieoczekiwanego prowadzenia. - To był decydujący moment - uważa, asystujący przy golu Tomasza Zahorskiego, kapitan zespołu Artur Andruszczak, który tym razem wyszedł na środku pomocy. - Druga bramka podcięła już nam skrzydła i w ustawieniu zaczęły robić się luki.
Pierwszy gol to zasługa Toniego Golem, który pechowo główkował do własnej bramki. Chorwat zastąpił w linii obrony Bartosza Jurkowskiego. - Po raz ostatni siedziałem na ławce w meczu z Amiką, przegranym 0:6 - mówi wychowanek Jagiellonii Białystok. - W środę historia zatoczyła koło, bo jesienią, na Legii, wróciłem do składu po dłuższej przerwie, a teraz znowu straciłem miejsce. Nie byłem gotowy do gry na sto procent i trener uznał, w perspektywie meczów z Odrą i Wisłą Płock, abym trochę odpoczął.
Długo też na ławce odpoczywali Ferdinand Chi-Fon i Kamil Stachyra. Choć Górnik znowu szybko stracił gola po wznowieniu gry, Krzysztof Chrobak sprawiał wrażenie jakby nic się nie stało. Czyżby zadowalała go nikła porażka z wielką, ale przeciętną Legią? Tak jakby wielką różnicę robiło (przy łącznie straconych 53 golach), czy przegra się 1:2 czy 1:3.
W najbliższych dniach Górnika czekają dwa wyjazdy. Pierwsza poważna przeprawa w sobotę w Wodzisławiu. Odra, prowadzona przez doskonale znanego Jacka Zielińskiego, to rewelacja wiosny. Również dzięki golom Jakuba Grzegorzewskiego, który nie potrafił \"odnaleźć się” w Łęcznej. A trzy dni później wyjazd do \"Nafciarzy”, także walczących z nożem na gardle. Jednak grających już znacznie lepiej, pod rządami nowego trenera Czesława Jakołcewicza. I te dwa najbliższe mecze mogą już dać odpowiedź, czy ekipa trenera Chrobaka obroni się na boisku przed degradacją.
Reklama













Komentarze