Reklama
Ręce klaskały same
Kto nie widział meczu Górnika z Zagłębiem ma czego żałować. Takiego spotkania, stojącego na wysokim poziomie, już dawno nie było w wykonaniu łęcznian.
- 20.05.2007 18:58
Po porażce Bełchatowa z Koroną drużyna Czesława Michniewicza stanęła przed ogromną szansą, aby wysunąć się na czoło tabeli. Jednak do tego potrzebne było zwycięstwo nad Górnikiem. Walczący o mistrzostwo lubinianie starali się zadbać o wszystko. Nawet o obsadę sędziowską. W tym celu Zagłębie skierowało wniosek do Kolegium Sędziów, aby Leszka Gawrona z Mielca zastąpił ktoś inny. I tak się stało, bo na głównego arbitra ostatecznie wyznaczono Marcina Szulca z Warszawy. Ale na szczęście jego decyzje, choć niektóre przyjmowane z zaskoczeniem, nie przeszkodziły w wygranej skazywanym na pożarcie gospodarzom.
Pierwszą groźną akcję przeprowadzili rywale, kiedy w 7 min Łukasz Piszczek nie wykorzystał okazji sam na sam. Jednak były to w ich wykonaniu miłe złego początki, gdyż od tej chwili ton zaczęli nadawać \"zielono-czarni”. W nagrodę cztery minuty potem cieszyli się z prowadzenia. Rzut rożny wykonywał Rafała Niżnik, piłkę za krótko odbili obrońcy, a dobrze ustawiony Michał Łabędzki mocnym strzałem po ziemi trafił tuż przy słupku. W 21 min Zagłębie zainkasowało drugi cios, a roli głównej wystąpił Walerij Sokolenko. Ukrainiec popisał się kapitalnym, trzydziestometrowym podaniem, Tomasz Zahorski wyprzedził Vidasa Alunderisa i główką pokonał Michala Vaclavika. Akcja - \"mistrzostwo świata”! - Już dawno nie widziałem tak słabego Zagłębia - dziwił się reporter Radia Wrocław. A my tak dobrego Górnika.
W 32 min miejscowi przeprowadzili kolejny świetny atak. Ferdinand Chi-Fon wykonał dokładny przerzut na prawą stronę, do rozgrywającego bardzo dobre spotkanie Artura Andruszczaka, a ten natychmiast głową podał do Zahorskiego. Jednak tym razem łęczyński napastnik nie trafił czysto w piłkę. Później ten sam zawodnik mógł jeszcze wykorzystać nieporozumienie obrońców, a Chi-Fon groźnie kopnął z dystansu.
Po zmianie stron sprawę mógł definitywnie przesądzić Tomasz Lisowski, ale zamiast uderzyć spokojnie obok golkipera, o mały włos nie połamał mu rąk. Trzeci gol nie padł i Zagłębie ruszyło do odrabiania strat. Raz po raz przed bramką Górnika zaczęło robić się gorąco, w czym duża zasługa Piotra Leciejewskiego, nierozsądnie zachowującego się na przedpolu. Dzięki temu bliscy zmniejszenia strat byli Szymon Pawłowski, Maciej Iwański i Łukasz Piszczek, który przymierzył w słupek. Zdobyć gola udało się gościom w 76 min, kiedy szybszy od Leciejewskiego okazał się Piszczek. W rewanżu ekwilibrystycznie z powietrza strzelał Andruszczak, lecz Vaclavik stanął na wysokości zadania.
W nerwowej końcówce miejscowi obronili wygraną, chociaż dogodne sytuacje mieli jeszcze Pawłowski i Piszczek (tym razem brawa dla Leciejewskiego), a arbiter przedłużył mecz aż o pięć minut. Po ostatnim gwizdku górników żegnały owacje na stojąco.
BRAMKI
1:0 - Michał Łabędzki (11), 2:0 - Tomasz Zahorski (21), 2:1 - Łukasz Piszczek (76)
SKŁADY
Górnik: Leciejewski - Kulig, Golem, Pawelec, Sokolenko - Andruszczak, Niżnik, Łabędzki, Lisowski (76 Jarecki) - Zahorski (88 Manevski), Chi-Fon (62 Kwiek).
Zagłębie: Vaclavik - G. Bartczak, Stasiak (39 Pawłowski), Alunderis, Arboleda - Łobodziński (66 Jackiewicz), M. Bartczak, Iwański, Pietroń (69 Grzybowski) - Rui Miguel, Piszczek.
Żółte kartki: Chi-Fon, Zahorski, Leciejewski (G). Sędziował: Marcin Szulc (Warszawa). Widzów: 3000.
Reklama













Komentarze