Przestańmy się opluwać
Rozmowa z Łukaszem Jagodą, koszykarzem I-ligowego Startu AZS
- 21.10.2007 19:29
• Kiedy wyleczy pan kontuzję i powróci na parkiet?
- Lekarze zalecili mi sześciotygodniowy rozbrat z koszykówką, zatem dwie trzecie mam już za sobą. Przyznam szczerze, że nie mogę się doczekać powrotu do gry, zwłaszcza że drużynie nie wiedzie się najlepiej. Trudno wytrzymać bez koszykówki. Myślałem nawet, aby na własne życzenie przyspieszyć rekonwalescencję, ale przekonano mnie, że lepiej wznowić zajęcia, kiedy będę w stu procentach zdrowy.
• Podczas ostatniego meczu bardzo pan przeżywał grę kolegów, cały czas ich dopingował, udzielał rad. Niestety, Start AZS przegrał szósty mecz w tym sezonie...
- Ja każde spotkanie tak przeżywam. Nie lubię przegrywać i reaguję żywiołowo na to, co dzieje się na parkiecie. Kolegów wspierałem, bo cały czas wierzę, że w końcu zrobią krok do przodu i zaczną wygrywać. Dziś zespół składa się głównie z młodych zawodników lub koszykarzy, na których wcześniej nie spoczywał ciężar gry. Muszą brać odpowiedzialność za wynik i nie zawsze potrafią sprostać zadaniu.
• Mecz z Tarnovią miał być przełomem.
- Do przerwy nawet dzielnie walczyliśmy, a później goście trafili kilka razy za 3 pkt i uszło z nas powietrze. Moim zdaniem, trzeba było w odpowiednim momencie przerwać serię Tarnovii, wziąć czas i uspokoić sytuację.
• Dlaczego w każdym meczu Start AZS tak łatwo kapituluje?
- Sądzę, że jest to wynik braku konsekwencji i kunktatorstwa. Tego nie mają mniej doświadczeni zawodnicy. Dlatego potrzebna jest większa pomoc płynąca z ławki rezerwowych. Wszyscy musimy żyć meczem, a zawodnicy pozostający na parkiecie muszą mieć świadomość, że trzeba twardo rywalizować w obronie, że przeciwnik nie może mieć miejsca na oddanie rzutu, że w defensywie musi być rotacja. Nie chcę zrzucać winy na jedną stronę, ponieważ moim zdaniem odpowiedzialność spoczywa na wszystkich - na wykonawcach i szkoleniowcach. I już po dwóch, trzech porażkach trzeba było zastanowić się nad przyczynami słabszej gry, wyciągnąć wnioski, może lepiej wyjaśnić to, co ma być grane.
• Jako obserwator waszych spotkań mogę stwierdzić krótko - w ataku gracie niechlujnie, a obrona nie istnieje...
- W pełni zgadzam się z tą opinią. W ataku brakuje nam dobrych, mocnych zasłon, a w defensywie agresywności. Rywale zbyt łatwo zdobywają punkty. W akcjach ofensywnych nie zawsze wszystko wychodzi, bywa że w gorszym dniu piłka nie chce wpadać do kosza, ale w obronie nie możemy pozwalać sobie na chwilę słabości, na niefrasobliwość. Generalnie, jestem zwolennikiem ogrywania młodzieży, a szkoleniowcy powinni znaleźć sposób na wykorzystanie wszystkich najlepszych cech poszczególnych zawodników. Jeden ma predyspozycje do gry pod koszem, inny do rzucania z dystansu i chodzi o to, aby wady jak najlepiej ukryć, a walory wyeksponować.
• Krytykuje pan szkoleniowców?
- Nie. Jak każdy szukam przyczyn porażek i chciałbym, aby zespół podniósł się z kolan. Jeżeli nic się nie zmieni, atmosfera w drużynie będzie coraz gorsza, a kibice całkiem się od nas odwrócą.
• W zespole już dochodzi do konfliktów. Z gry w Starcie AZS chce zrezygnować Bartosz Borkowski...
- Nie wiem dlaczego tak łatwo odpuszcza się z zawodnika mierzącego 205 cm. Zamiast spokojnie wyjaśnić sobie pewne kwestie, dochodzi do konfliktu zawodnika z pierwszym trenerem i po ostrych słowach już trudno odwrócić sytuację. Nie ukrywam, że dziś jestem tym wszystkim trochę rozczarowany, ale jeszcze nie tracę wiary. Wciąż uważam, że stać nas na lepszą i efektywniejszą grę. Tylko nie możemy wzajemnie się opluwać.
Reklama













Komentarze