Pijany dyżur
Od dwóch lekarzy pogotowia, wezwanych do 5-letniego chłopca, czuć było alkohol. W końcu dziecko odwieziono do szpitala radiowozem.
- 22.10.2007 18:18
Ponad 1,2 promila alkoholu miał w wydychanym powietrzu laryngolog, który pełnił dyżur w tomaszowskim pogotowiu. Prawdopodobnie na rauszu był również jego kolega, który w zastępstwie przyjechał karetką do chorego pięciolatka.
Pięcioletni Karol z Tomaszowa Lubelskiego dostał wczoraj w nocy duszności. Rodzice natychmiast zadzwonili na pogotowie. Od 48-letniego lekarza Andrzeja R., który przybył na miejsce, czuć było alkohol. Powiadomiono policję. - Mężczyzna miał w wydychanym powietrzu ponad 1,2 promila - informuje Janusz Wojtowicz z lubelskiej policji. - Dlatego wezwano drugi zespół karetki pogotowia.
Ale matka dziecka wyczuła alkohol także od 47-letniego neurologa. Piotr K. odmówił dmuchania w alkomat. Pobrano od niego krew. Podobną procedurę zastosowano wobec Andrzeja R. Wyniki badań poznamy prawdopodobnie dzisiaj. Policjanci zbadali pozostałych członków zespołów ratowniczych. Dwaj kierowcy i dwaj sanitariusze byli trzeźwi. Dziecko trafiło w końcu radiowozem policyjnym na oddział ratunkowy tomaszowskiego szpitala, gdzie zdiagnozowano nieżyt górnych dróg oddechowych.
Andrzej R. jest ordynatorem oddziału laryngologicznego w tomaszowskim szpitalu, a Piotr K. pełni obowiązki ordynatora oddziału neurologicznego. Wczoraj nie udało się nam z nimi porozmawiać. Wzięli jednodniowy urlop wypoczynkowy. Skontaktowaliśmy się z ich pracodawcą. - Obaj zostali w nocy zwolnieni z dyżuru w pogotowiu - mówi Andrzej Kaczor, dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Tomaszowie Lubelskim. - Z ich oświadczeń wynika, że na dyżurze nie pili alkoholu. Jeżeli jednak wyniki badań krwi będą pozytywne, nie wrócą do pracy w pogotowiu. Na pewno wyciągniemy także konsekwencje służbowe. Wcześniej nie mieliśmy do ich pracy zastrzeżeń.
Policja sprawdza, do ilu pacjentów wyjeżdżali lekarze w czasie dyżuru, który rozpoczęli w niedzielę o godz. 8. Za narażenie pacjentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu grozi do 3 lat wiezienia.
Reklama













Komentarze