Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Dwa strzały i po sprawie

Motor zagrał otwarcie, jednak miał zbyt mało argumentów, aby nawiązać wyrównaną walkę z Arką, czołowym II-ligowcem.
Wielu kibiców zastanawiało się, czy lubelscy piłkarze zdołają odbudować morale po klęsce doznanej we Wrocławiu, gdzie przegrali ze Śląskiem 1:10. Terapia nie była łatwa, ponieważ w Gdyni musieli rywalizować z przeciwnikiem wysoko notowanym, zdegradowanym z ekstraklasy karnie. Jego renoma i poprzednia wpadka nie zdeprymowały gości, którzy przystąpili do konfrontacji bez kompleksów, ale trzeba też przyznać, że nie byli w stanie wyrządzić Arce większej krzywdy. Dość powiedzieć, że Motor w całym meczu oddał tylko jeden strzał w światło bramki. A wydarzyło się to w 33 min. Uderzył Denis Ljaszko (powrócił do gry po wyleczeniu kontuzji) po podaniu Mateusza Kołodziejskiego. Ten drugi przejawiał dużo chęci do walki. Wypożyczony z gdyńskiego klubu chciał pokazać się szkoleniowcowi Arki z jak najlepszej strony. Aktywność Kołodziejskiego została zauważona. Napastnik stworzył nawet najlepszą okazję do zdobycia gola dla Motoru. Pod koniec spotkania wbiegł w pole karne, ale zamiast kończyć akcję próbował podać do lepiej ustawionego kolegi i obrońca zdołał zażegnać niebezpieczeństwo. - To był mój błąd - przyznał po spotkaniu Mateusz Kołodziejski - Trzeba było być bardziej pazernym na bramkę. Michał Płotka, kolejny zawodnik wypożyczony z Arki do Motoru, nie dotrwał do końca meczu. W 75 min został ukarany czerwoną kartką, za faul na napastniku gospodarzy, wybiegającym na wolne pole. Nie miało to dalszych przykrych konsekwencji. Wynik nie uległ zmianie. Arka kontrolowała przebieg spotkania, zadowalając się zaliczką z pierwej połowy. Gospodarze bardzo szybko zdobyli dwie bramki. W 16 min Tomasz Mazurkiewicz uderzył z 30 m, a piłka po ręku ofiarnie interweniującego Przemysława Mierzwy wpadła w \"okienko”. - To nie był przypadek, miałem dużo miejsca i czasu, dlatego zdecydowałem się na strzał - stwierdził Tomasz Mazurkiewicz. - W takim sam sposób zdobyłem bramkę w Opolu. Okazuje się, że czasami warto zaryzykować. Widzowie nie zdążyli ochłonąć z wrażenia, a futbolówka znowu ugrzęzła w tym samym miejscu. Tym razem strzelcem był Łukasz Kowalski, który bardziej myślał o dośrodkowaniu niż trafieniu do siatki, ale efekt i tak mógł zadowolić gdynian. - Motor pozwolił gospodarzom nacieszyć się grą, sam próbował konstruować składne akcje, nie koncentrował się na przeszkadzaniu - ocenił postawę lubelskiej drużyny dziennikarz \"Dziennika Bałtyckiego”. Szkoda tylko, że od dobrego wrażenia nie przybywa punktów. Zespoły znajdujące się w strefie spadkowej zmniejszyły dystans. W tym roku mają być rozegrane jeszcze dwie kolejki, przeniesione awansem z rundy wiosennej, w których Motorowi nie będzie łatwo o wzbogacenie swojego dorobku. W najbliższą niedzielę lublinianie zmierzą się na wyjeździe z Turem Turek, a 10 listopada będą gościli kolejną ekipę z górnej półki - Piast Gliwice. BRAMKI 1:0 - Mazurkiewicz (16), 2:0 - Kowalski (17). SKŁADY Arka: Bledzewski - Sokołowski, Weinar, Sobieraj, Kowalski - Bartosz Karwan, Moskalewicz, Mazurkiewicz - Wróblewski, Nawrocik (46 Niciński), Wachowicz. Motor: Mierzwa - Tomczyk, Płotka, Żmuda, Misztal - Syroka, Karwan, Ocholeche (73 Feliński) - Ljaszko (73 Stachyra), Kołodziejski, Prędota. Czerwona kartka: Płotka (zawodnik Motoru opuścił boisko w 75 min) Żółte kartki: Wachowicz (A) - Ljaszko, Ocholeche, Prędota (M). Sędziował: Adam Lyczmański (Bydgoszcz). Widzów - 7,5 tys.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama