Pożegnali rok z honorem
Zagraliśmy dla kibiców, dla siebie, chcieliśmy z honorem zakończyć tegoroczną rywalizację - powiedział po sobotnim meczu z Piastem Paweł Tomczyk, piłkarz Motoru.
- 11.11.2007 20:15
Lublinianie wyszli na to spotkanie z małym opóźnieniem, aby po raz kolejny zwrócić uwagę na finansowy chaos panujący w klubie.
Dwa dni wcześniej protestujący piłkarze Motoru odmówili treningu. Pertraktacje nie przyniosły sensownego rozwiązania, ponieważ działacze od dawna bezradnie rozkładają ręce. Nie potrafią zapewnić zawodnikom obiecanych premii, oddać przynajmniej części zaległych pieniędzy. Kłopotem jest nawet zabezpieczenie odpowiedniej liczby piłek potrzebnych do przeprowadzenia normalnych zajęć.
Zawodnicy nie mogli liczyć na finansowe wsparcie, ale i tak stanęli na wysokości zadania, remisując z Piastem Gliwice, zespołem dużo wyżej notowanym, liderem II-ligowych rozgrywek. A był nawet moment, że gospodarze nadawali ton walce i to Motor objął prowadzenie. Taki scenariusz był miłym zaskoczeniem dla sympatyków lubelskiej drużyny, którzy po perturbacjach poprzedzających sobotnią konfrontację byli pełni obaw o formę \"żółto-biało-niebieskich”.
Początek spotkania należał do przyjezdnych, kierowanych przez Adama Kompałę, który w sezonie 1999/2000 był królem strzelców ekstraklasy, zdobywając 19 goli dla Górnika Zabrze. W środkowej strefie wyróżniał się także Paweł Gamla, były zawodnik Hetmana Zamość i Avii Świdnik. Piast dosyć swobodnie rozgrywał piłkę, chociaż jego ataki umiejętnie rozbijała uważna obrona Motoru, albo gościom brakowało precyzji przy wykańczaniu ataków. Tak było w 18 min, kiedy po dośrodkowaniu Kompały Gamla strzelił głową tuż nad poprzeczką. Chwilę później przed szansą stanął Wojciech Kędziora, ale na szczęście, źle trafił w piłkę i skończyło się na strachu. W 40 min ładną akcję przeprowadzili lublinianie, jednak uderzenie Pawła Tomczyka było niecelne.
Po zmianie stron Motor coraz śmielej zapędzał się pod bramkę Piasta. Gospodarze grali bez respektu dla przeciwnika i ku radości miejscowych kibiców pierwsi zdobyli gola. Piotr Prędota przeprowadził rajd lewą stroną, dokładnie dośrodkował, a nadbiegający Mateusz Kołodziejski (po przerwie zastąpił Denisa Ljaszko) z 6 m pokonał Grzegorza Kasprzika. Strata bramki podrażniła ambicje gości i mecz nabrał rumieńców. Niestety, ekipa z Gliwic zdołała wyrównać w 73 min. Po wymianie podań Kompały i Daniela Chylaszka ten drugi dośrodkował, a piłka po rykoszecie dotarła do Jarosława Kaszowskiego (na boisku pojawił się dziewięć minut wcześniej), który wykorzystał niezdecydowanie Przemysława Mierzwy i trafił do siatki.
W 79 min blisko celu był Tomczyk, jednak uderzył minimalnie nad poprzeczką. Tuż przed zakończeniem spotkania Mierzwa wyszedł obronną ręką z dużej opresji, wygrywając pojedynek z Kędziorą. Nie skapitulował nawet przy poprawce napastnika Piasta.
BRAMKI
1:0 - Kołodziejski (57), 1:1 - Kaszowski (73)
SKŁADY
Motor: Mierzwa - Syroka, Ptaszyński, Karwan, Misztal - Maziarz, Żmuda, Tomczyk - Stachyra, Prędota, Ljaszko (46 Kołodziejski).
Piast: Kasprzik - Nowak (88 Żyrkowski), Banaś, Widuch, Michniewicz - Podgórski (64 Kaszowski), Kompała, Gamla, Chylaszek - Kędziora, Wróbel (45 Kukulski).
Żółte kartki: Syroka, Maziarz (M).
Sędziował: Grzegorz Stęchły (Jarosław). Widzów - 1,5 tys.
Piast walczył po raz czwarty na lubelskim stadionie przy Al. Zygmuntowskich. Bilans poprzednich spotkań był zdecydowanie korzystny dla Motoru, który wygrał trzykrotnie, aplikując przeciwnikom cztery bramki. W minioną sobotę goście z Gliwic wywalczyli pierwszy punkt, strzelając też pierwszego gola.
Reklama













Komentarze