Reklama
Tylko piwo i paliwo
Wczoraj pisaliśmy o lubelskich inspektorach pracy, którzy chcą karać stacje paliw za handel w święta artykułami spożywczymi. Dziś okazało się, że to nadgorliwość.
- 13.11.2007 17:54
Państwowa Inspekcja Pracy twierdzi, że wobec takich handlowców nie będzie wyciągać żadnych konsekwencji.
W poniedziałek rozpoczęły się kontrole placówek, które złamały zakaz handlu 11 listopada. Okręgowa Inspekcja Pracy w Lublinie przyjęła 13 takich zgłoszeń. Jej rzecznik poinformował, że potwierdziło się jedno, a dotyczyło podlubelskiej stacji benzynowej. Tam w sklepie spożywczym etatowy pracownik obsługiwał klientów.
- A to niezgodne z prawem. Etatowi pracownicy mogą sprzedawać jedynie paliwo, a już sklep spożywczy przy stacji może obsługiwać tylko właściciel lub osoba przyjęta na umowę zlecenie. I to inna niż stały pracownik - twierdził Krzysztof Sudoł, rzecznik Okręgowego Inspektora Pracy w Lublinie.
To stwierdzenie wywołało burzę wśród właścicieli i kierowników stacji paliw. Powoływali się oni na opinię Państwowej Inspekcji Pracy sprzed 1 listopada, która pozwalała im na pracę w święta, włącznie z handlem. Rzecznik PKN Orlen zapowiedział nawet, że jeśli firma zostanie ukarana, to odwoła się do sądu, by ten ostatecznie zinterpretował niejasne przepisy.
Dlatego o rozstrzygnięcie spornej kwestii poprosiliśmy wczoraj centralę inspekcji w Warszawie.
- PIP stoi na niezmiennym stanowisku, iż zakaz pracy w handlu nie dotyczy stacji paliw - poinformowała nas Danuta Samitowska, rzecznik Państwowej Inspekcji Pracy. - W praktyce oznacza to, że na takiej stacji może być prowadzona, naszym zdaniem, sprzedaż artykułów spożywczych i innych, które są w takich miejscach zazwyczaj oferowane.
Danuta Samitowska zapewniła, że wobec osób prowadzących taką sprzedaż nie będą podejmowane żadne środki prawne.
- No i całe szczęście! - komentuje Dawid Piekarz, rzecznik PKN Orlen. - Co nie zmienia faktu, że powinno dojść do precyzyjnego uregulowania tej kwestii, by takie historie już się nie powtarzały.
- Od początku stoimy na stanowisku, że ta ustawa jest niejasna, a wszelkie prawne ograniczenia rynku uderzają w przedsiębiorców i konsumentów - ocenia Andrzej Faliński, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. - PIP nie ma uprawnień do interpretowania prawa. Stąd takie zamieszanie i rozbieżności w ocenach.
Co na to wszystko Okręgowa Inspekcja Pracy w Lublinie? Wczoraj rzecznik OIP nie chciał z nami rozmawiać. - Nie mogę się wypowiadać na ten temat. Sprawdzamy to - uciął Sudoł.
11 listopada sklepy, w przeciwieństwie do stacji, były w większości zamknięte. - Nie chcieliśmy kombinować i narażać się na kontrole i kary - mówi Tadeusz Kutnik, właściciel dwóch osiedlowych sklepów w Lublinie (zatrudnia ponad 20 osób). - Ta ustawa dzieli handlowców na lepszych i goprszych. A przecież mamy demokrację i wolny rynek. Dlatego noszę się z zamiarem napisania skargi do Trybunału Konstytucyjnego. Szukam sprzymierzeńców.
Reklama













Komentarze