Eksbetanki przeżyły piekło
Podczas modlitwy Jadwiga wstawała, biegała i zaczynała okładać pięściami. Dziewczyny miały siniaki, podbite oczy, były podrapane.
- 11.12.2007 19:46
Wierzyłyśmy, że to metoda wypędzania złego ducha - wyznała reporterom była betanka.
Dramatyczną relację TVN wyemitował w poniedziałek w nocy. W programie Superwizjer kobieta opowiadała o dziwnych praktykach Jadwigi Ligockiej, byłej przełożonej zgromadzenia betanek w Kazimierzu Dolnym i ojca Romana Komaryczko, który mieszkał z siostrami w klasztorze. Ligocka miała bić siostry w specjalnym pokoju i nazywać to wypędzaniem złego ducha. - Te seanse przemocy nazywano modlitwą i przekazywaniem światła - relacjonowała była zakonnica.
- Potem kazała się włączać także nam - wspomina w Superwizjerze kobieta. I dodaje, że pobitym można było być w każdej chwili. - Wystarczyło, że siostra Jadwiga czy ksiądz Roman powiedzieli: \"zauważyłem, że ta dziwnie się zachowuje”, albo \"jak ta na mnie spojrzała, diabelski wzrok, diabeł siedzi”.
Byłe siostry panicznie bały się wezwania do pokoju. Ale żadna się nie sprzeciwiała. Wierzyły, że taka jest metoda wypędzania złego ducha. Zwłaszcza, że siostra Jadwiga i ksiądz Roman roztaczali przed nimi wizje nadejścia \"wiosny Kościoła”. Dla dziewczyn siostra przełożona była uosobieniem Maryi, a ksiądz - wcieleniem Jezusa.
Siostra Jadwiga miała zostawiać ją samą z księdzem Romanem. - Zdjął mi majtki i sobie też zdjął. Położył się na mnie. Leżał tak przez parę minut. Ubrał się, wstał i wyszedł. To było dla mnie dramatyczne. Nie mogłam tego przeżyć, nie mogłam sobie znaleźć miejsca, cały czas płakałam. Już nie wróciłam do normalności - wspomina.
- Ustalenia śledczych są nieco inne od tych podanych w reportażu - mówi Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Na czym polega różnica? Tego nie chciała zdradzić.
- Przesłuchaliśmy osoby, które opuściły klasztor, także rodziny byłych betanek - mówi pani rzecznik. - Chcemy skonfrontować zebrany materiał z zeznaniami kobiet, który były w budynku aż do dnia eksmisji.
Prokuraturze nie udało się jednak ustalić gdzie są teraz kobiety, które do końca wytrwały przy byłej przełożonej w kazimierskim klasztorze.
Reklama













Komentarze