Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Tu Schengen nic nie zmieniło

Ponad 20 godzin muszą czekać kierowcy tirów na lubelskich przejściach granicznych w Hrebennem i Dorohusku na wyjazd z Polski.
Ale tak było i przed wejściem Polski do strefy Schengen. To historyczne wydarzenie nie odbiło się nawet na statystykach ruchu granicznego. - Trudno żeby było inaczej, skoro nasi sąsiedzi mają jeszcze ważne, bezpłatne wizy wystawione przed 20 grudnia, często na przysłowiowe pięć minut przed naszą akcesją - mówi ppłk Andrzej Wójcik, rzecznik prasowy komendanta Nadbużańskiego oddziału SG. - Dopiero kiedy te wizy stracą ważność ich właściciele będą musieli wystąpić o nowe, już płatne. Tomasz Janik, konsul generalny RP w Łucku na Ukrainie zapewnia, że 20 grudnia konsulat pracował do ostatniego klienta. - Wbrew naszym przewidywaniom zbyt wielu ich nie było - mówi. - Jeszcze mniej było ich wczoraj, kiedy za wizę trzeba było już zapłacić 35 euro. Ci pierwsi, że wielkie ciężarówki blokują dojazdy do gospodarstw. Ci drudzy, że celnicy są powolni. Wczoraj kolejka tirów po polskiej stronie sięgała 3 kilometrów. - Po wejściu do tego Schengen, Hrebenne stało się ostatnim bastionem Unii Europejskiej - mówi jeden z kierowców. - I co? Kolejki tu rosną, kierowcy koczują jak zawsze. - Ruch przed świętami wzrasta na granicach co roku - tłumaczy ppłk Andrzej Wójcik, rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej w Chełmie. - Teraz na przejściach w Hrebennem i Dorohusku trzeba czekać ok. 20 godzin. Dlaczego? Firmy przewozowe i handlowe chcą się w tym roku wywiązać z realizacji umów handlowych. Robimy, co możemy. Po stronie polskiej nie ma mamy przestojów. Czy kolejki się przed świętami zmniejszą? Trudno powiedzieć. Ruch samochodów osobowych na przejściach przebiega bez większych zakłóceń. (BAR, RBN) Otwarcie strefy Schengen dla nowych państw świętowano także w samym Schengen, małym luksemburskim miasteczku w Dolinie Mozeli, pomiędzy Niemcami a Francją. Honorowym gościem uroczystości był polski eurodeputowany Bronisław Geremek, a gospodarzem dynamiczny i powszechnie już znany w świecie mer gminy schengeńskiej Roger Weber. On też otworzył celebrację podkreślając znaczenie tego, co się wydarzyło w jego mieście w 1985 roku, gdy sygnowano porozumienie i w 1990 roku, gdy podpisano Konwencję z Schengen. W podobnym duchu wypowiadali się luksemburski eurodeputowany Robert Goebbels, jeden z sygnatariuszy porozumienia i szef dyplomacji Wielkiego księstwa Luksemburga Nicolas Schmit. Niezwykle wzruszające był wystąpienie studentów Uniwersytetu Luksemburskiego: Czeszki i Polaka, opowiadających, co dla ich pokolenia znaczy otwarcie europejskich granic. Profesor Bronisław Geremek uznał to, co się stało kamień milowy w kierunku rzeczywistego jednoczenia Europy. Przede wszystkim podkreślał, jakie znaczenie ma to dla milionów Europejczyków zmuszonych żyć do 1989 roku za żelazną kurtyną, skonstruowaną w Jałcie. Jako historyk średniowiecza, przypomniał, że Europa miała wtedy swój czas swobodnego przemieszczania się, ale dotyczyło to tylko elit, do których zaliczali się: duchowni, zaciężni rycerze, artyści, kupcy i rzemieślnicy. Posiadali silne poczucie przynależności do pewnego typu wspólnoty budowanej właśnie na tej swobodzie. Geremek podkreślał, że „obecnie idzie o to, aby budować ją na jak najniższym poziomie zwyczajnych obywateli: studentów, naukowców urzędników, robotników. I wcale nie chodzi to o zacieranie czy eliminowanie różnic narodowych, a wznoszenie wspólnej budowli wartości, której jedną z podwalin jest właśnie swoboda przemieszczania i czerpania z kultur i doświadczeń innych, by się samodoskonalić w ramach własnej odrębności” – Kiedy świętujemy otwarcie granic wewnętrznych nie możemy nie zadać sobie ważnego pytania o granice zewnętrzne Unii. Nie ulega wątpliwości – zostaną one bardzo wzmocnione i „uszczelnione”. Jest to unijny wymóg bezpieczeństwa, ale nie udawajmy, że nie dostrzegamy, iż stworzy to wiele problemów dla naszych sąsiadów. W przypadku Polski – Ukrainy i Białorusi. Prezydent Wiktor Juszczenko mówi już, że wschodnia granica UE może stać się „nową żelazną kurtyną”. Unia powinna te obawy brać poważnie i znaleźć rozwiązanie, by nie ograniczać przyjazdów obywatel krajów zewnętrznych, gdy nie jest to stricte dyktowane wymogami bezpieczeństwa – mówił polski eurodeputowany. Przypomniał, że jeżeli koszt wizy schengeńskiej dla Białorusina wynosi 60 euro (poprzednia tylko… sześć), a dla Ukraińca 45 euro, to są to kwoty na jakie przeciętni obywatele tych krajów pozwolić sobie nie mogą, skoro jest o np. 75% płacy ukraińskiego nauczyciela czy więcej niż cała pensja białoruskiego robotnika. Wystąpienie Bronisław Geremka jest już żywo komentowane na Ukrainie i zapewne będzie na Białorusi. Ważne, aby tym członkiem UE, który będzie upominał się o sąsiadów była właśnie Polska. Waldemar Piasecki, Nowy Jork

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama