Krzysztof Grabczuk z zarzutem
Członek Zarządu Województwa z PO kłamał w dokumentach - twierdzą prokuratorzy. Dzięki temu chełmski duchowny miał wyłudzić 137 tys. zł dofinansowania.
- 03.01.2008 17:19
- Prokuratura jest upolityczniona - ripostuje Grabczuk.
Grabczuk miał pomóc księdzu Grzegorzowi K. bezprawnie uzyskać pieniądze na rozbudowę chełmskiego Ośrodka Wsparcia Bliźniego Caritas. Śledztwo ruszyło po sygnale od jednego z chełmskich radnych. Poinformował on prokuraturę o domniemanych nieprawidłowościach przy wydawaniu pieniędzy PFRON przekazywanych przez ówczesnego prezydenta Chełma w latach 2003-2004. Napisał o tym ostatni \"Super Tydzień Chełmski”. O co chodzi?
W grudniu 2003 roku Grabczuk, wówczas prezydent Chełma, wysłał do Urzędu Marszałkowskiego pismo rekomendujące chełmski ośrodek. Poświadczył w nim, że placówka użytkowała obiekt przy ul. Lubelskiej w Chełmie i pomagała niepełnosprawnym w latach 1998-2002. Dzięki tej rekomendacji placówka mogła dostać pieniądze. Tymczasem instytucja ta powstała dopiero w marcu 2003 r. - Za poświadczenie nieprawdy grozi do 8 lat więzienia - informuje Beata Syk-Jankowska rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Grabczuk nie przyznał się i odmówił złożenia wyjaśnień. Nam mówi o politycznej prowokacji. - Prokuratura nie może zrozumieć, że Caritas jest jedna na całą archidiecezję. Wprawdzie chełmski ośrodek formalnie korzysta z nieruchomości od 2003 roku, ale wcześniej zajmował się niepełnosprawnymi bez zawierania stosownych umów - tłumaczy Krzysztof Grabczuk. I zarzeka się, że dziś jeszcze raz podpisałby podobne pismo. - Całą sytuację odbieram jako atak posłanki PiS Beaty Mazurek. Od dawna składa na mnie doniesienia do prokuratury. Na ostatnich dożynkach powiedziała mi: zrobię wszystko, żeby prokuratura cię zniszczyła - dodaje Grabczuk.
- To człowiek chory z nienawiści. Nie może znieść, że politykiem może być kobieta. Niech się Grabczuk leczy na nogi, bo na głowę jest za późno. Gdybym chciała wykorzystać swoją pozycję, zrobiłabym to, kiedy PiS było u władzy - odparowuje posłanka. Kiedyś razem współpracowali, później się pokłócili.
Grabczuk twierdzi też, że prokuratura celowo wróciła do sprawy z 2003 roku, kiedy jego nazwisko pojawiło się jako kandydata na wiceministra sportu lub marszałka województwa. - Chcą mnie obrzucić błotem. Otrzymałem informację z potwierdzonego źródła, że śledztwo miało być umorzone. Prokuratura jest upolityczniona.
- Postawienie zarzutów to wynik rutynowej, normalnej pracy prokuratury - ripostuje prokurator Beata Syk-Jankowska. - O żadnym upolitycznieniu nie mam mowy.
Reklama













Komentarze