Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Pociągi pod NIEspecjalnym nadzorem

Kolejarze za późno zgłaszają przestępstwa, a SOK-iści nie oprzykładają się do swojej pracy - NIK ma wiele zastrzeżeń co do bezpieczeństwa na PKP.
Kolejarze niemal dwie doby zwlekali ze zgłoszeniem kradzieży elementów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo przejazdu. Trwonili pieniądze na nieskuteczne zabezpieczenia. I wydawali kasę na usuwanie graffiti z budynków, na których ochronę też niemało wydali. Takie alarmujące dane znalazły się opublikowanym właśnie raporcie Najwyższej Izby Kontroli, która badała bezpieczeństwo mienia PKP na przełomie lat 2005 i 2006. Najmocniej oberwało się spółce PKP Polskie Linie Kolejowe. Gdy na wyposażonym w samoczynną sygnalizację przejeździe koło Nałęczowa złodzieje zniszczyli jeden z elementów, kolejarze zgłosili to Straży Ochrony Kolei dopiero po 46 godzinach. Aż 18 godzin zajęło im zawiadomienie o kradzieży linek zawieszonych na słupach trakcyjnych koło Chełma. Zakład Linii Kolejowych w Lublinie nie dociekał nawet, jak SOK broni najbardziej narażonych na kradzież i dewastację urządzeń. ZLK ograniczał się tylko do przesyłania mundurowym listy tych miejsc. Ale to, co z listą robili, już kolejarzy nie obchodziło. NIK wytknęła też kolejarzom wydawanie pieniędzy na nieskuteczne zabezpieczenia. Chodzi o tzw. system DNA. Polega on na rozpylaniu na zagrożone kradzieżą elementy specjalnego aerozolu, w którym zawarte są mikroskopijne cząsteczki, widoczne w świetle ultrafioletowym. Miało to pozwolić odnalezienie kradzionego mienia w skupach złomu. Zdaniem kontrolerów ciężko jest mówić o skuteczności systemu, gdy SOK-iści i policjanci nie są wyposażeni w lampy UV. A i sami kolejarze przyznają, że system skutecznością nie grzeszy. - Przypadkowego złodzieja odstraszy, ale tego, który ma pewny skup złomu już nie. On i tak i tak to ukradnie - stwierdza Zygmunt Osiak, zastępca dyrektora Zakładu Linii Kolejowych w Lublinie. Z największym rozmachem w takie znakowanie zaangażował się podległy lubelskiemu oddziałowi regionalnemu zakład w Kielcach. To nie wszystko. Kontrolerzy NIK stwierdzili, że umowy PKP ze Strażą Ochrony Kolei nie gwarantowały skutecznej ochrony dworców. SOK miał pilnować sześciu dworców, ale tylko w Skarżysku Kamiennej i Chełmie odpowiadał za złe wykonanie usług. I to teoretycznie. Oddział Gospodarowania Nieruchomościami PKP w Lublinie zapłacił SOK 1 mln zł za nadzór nad wspomnianymi sześcioma dworcami (2005-początek 2006 r.). Nie obciążył natomiast karami za nieupilnowanie porządku w Chełmie i Skarżysku Kamiennej. Tam chuligani wmalowali farbą napisy na elewacji dworca. Renowacja pochłonęła 85 tys. zł. Według kontrolerów kierownictwo Oddziału Gospodarowania Nieruchomościami niedostateczne interesowało się ochroną porządku i bezpieczeństwa i dlatego nie mogło udowodnić SOK złej pracy. - Jak można udowodnić sokistom, że popełnili błąd, bo nie byli właśnie w tym miejscu gdzie wandale niszczyli elewację? Problem polega na braku monitoringu. Ze względów finansowych nie mogliśmy zainstalować kamer na wszystkich dworcach. Po ich umieszczeniu na dworcu w Skarżysku Kamiennej nie ma problemów - mówi Paweł Chmielewski dyrektor lubelskiego Oddziału Gospodarowania Nieruchomościami. Dodaje, że w mijającym roku kamery zawisły także na dworcach w Dęblinie, Chełmie i Puławach.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama