Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Tam zginęli nasi lotnicy

35-letni porucznik Robert Kuźma pochodzący z Lipska k. Zamościa był dowódcą załogi samolotu, który rozbił się w Mirosławcu
w Zachodnio-pomorskiem. Zginęło 20 osób. Większość z nich uczyła się fachu w dęblińskiej Szkole Orląt. Robert w środę wieczorem miał mieć wolne. Ale kolega wyznaczony do dowodzenia tragicznym lotem przechodził badania lekarskie. - I o ten jeden dzień przedłużyło mu się zwolnienie. Jakby nie to, mój syn pewnie by żył - mówi zrozpaczona Genowefa Kuźma, matka pilota. Kuźma zostawił w Krakowie żonę. To od synowej państwo Kuźmowie dostali w środę w nocy informację o śmierci swojego syna. Porucznik był doświadczonym pilotem. Skończył szkołę w Dęblinie, później studiował na Politechnice Warszawskiej. 13 lat latał w eskadrze lotnictwa transportowego rosyjskimi maszynami AN-26. - Znał samoloty doskonale. Jak maleńki był jeszcze, to mu musiałam takie papierowe modele kupować, a on je godzinami sklejał. Taki był dokładny, zawsze odpowiedzialny - wspomina pani Genowefa. W środę por. Kuźma był dowódcą załogi podczas feralnego lotu. Razem z trzema kolegami przewoził uczestników konferencji o bezpieczeństwie lotnictwa. Lecieli z Warszawy do Mirosławca. - Około godz. 19 maszyna spadła do lasu z wysokości 150-200 metrów, niespełna kilometr od lotniska - opisuje mjr Bogdan Ziółkowski z bazy w Mirosławcu. - Wiele w życiu już widziałem. Ale to trudno opisać słowami. Morze pogniecionego aluminium z czegoś, co przed chwilą było potężnym samolotem - opowiada Henryk Basta, strażak z Mirosławca. To jego brygada pierwsza przyjechała na miejsce. Wszyscy znajdujący się na pokładzie samolotu zginęli. - To była najlepsza część naszej kadry wojskowej - podkreśla szef MON Bogdan Klich. Wśród nich był m.in. urodzony w Świdniku płk Jerzy Piłat - dowódca bazy w Mirosławcu. - Świetny fachowiec - podkreśla mjr Ziółkowski. Płk Piłat, podobnie jak większość ofiar katastrofy, uczył się fachu w Dęblinie. - Trudno mi dojść do siebie. Odeszli moi wychowankowie - nie kryje Janusz Ziółkowski, dyrektor dęblińskiego Liceum Lotniczego. - Wszyscy dobrze się znaliśmy. To nasi koledzy i przyjaciele - dodaje gen. bryg. pil. Jan Rajchel, komendant Szkoły Orląt. Specjalna wojskowa komisja bada okoliczności tragedii. (ak, pab, pap) Współpraca: Mariusz Parkitny, \"Głos Szczeciński” Hiszpańska maszyna, która rozbiła się w Mirosławcu, była niemal nowa. Wylatała zaledwie 400 godzin. W Polsce jest 9 takich samolotów. Tymi maszynami polscy żołnierze są transportowani do Iraku i Afganistanu.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama