Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Po nocnej wichurze

Tysiące gospodarstw bez prądu, pozrywane dachy, powalone drzewa - takie są skutki wichury,
która w nocy z soboty na niedzielę przeszła nad Lubelszczyzną. Straż pożarna interweniowała 157 razy. - Najwięcej wyjazdów mieliśmy w powiatach kraśnickim, biłgorajskim, janowskim, lubelskim i zamojskim - sumuje dziś Andrzej Walczak, młodszy brygadier Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie. - Osób poszkodowanych nie było. Usuwaliśmy drzewa powalone na drogach, dachy pozrywane z garaży i budynków mieszkalnych. Najgorzej było w miejscowości Kocudza w powiecie janowskim, gdzie wiatr naruszył ścianę szczytową i dach domku jednorodzinnego. W Lublinie przy ul. Radziszewskiego konary drzew uszkodziły cztery samochody. - W Biłgoraju mamy dwa zerwane dachy, a kilka kolejnych w Gromadzie i Bukowej - dodał Sławomir Słoma, oficer dyżurny biłgorajskiej straży pożarnej. - Przyjęliśmy tak wiele zgłoszeń, że do niedzielnego południa nie byliśmy w stanie wpisać ich wszystkich do meldunku. Wichura uszkodziła 47 linii średniego napięcia należących do Lubzelu dostarczającego prąd do Lublina, Puław, Kraśnika, Białej Podlaskiej, Lubartowa, Radzynia Podlaskiego. - W nocy z soboty na niedzielę bez prądu było 66 tysięcy gospodarstw - poinformował Dariusz Szymanek, dyspozytor Lubzelu. - Do niedzieli rano pozostało ich już 1600. Przez cały dzień usuwamy awarie. Do poniedziałku bez prądu zostaną nieliczni. - Pracujemy bez przerwy, ale nadal bez prądu jest około 10 tysięcy gospodarstw - relacjonował Zbigniew Bojarczuk, wiceszef zakładu energetycznego w Biłgoraju. Szacował, że usuwanie najpoważniejszych awarii na ponad 70 stacjach powinno się zakończyć do wieczora, ale pojedyncze przypadki z odcięciem prądu mogą występować jeszcze jutro. W pełnej gotowości byli także zamojscy energetycy. - Z awariami na liniach średniego napięcia właściwie już sobie poradziliśmy, ale wciąż przyjmujemy kolejne zgłoszenia. Dotrzemy do wszystkich, ale trzeba się uzbroić w cierpliwość, bo priorytetem są sytuacje, w których uszkodzone linie napowietrzne powodują zagrożenie dla życia - apelował Kazimierz Obuchowski, kierownik zamojskiego działu dyspozycji mocy w ZKE. (STEP, AK)

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama