Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Bunt jak okiem sięgnąć

Po lekarzach i celnikach przyszła pora na kierowców i urzędników. Zaczęły się protesty w zamojskim MZK i świdnickim PZL.
Nerwy puściły nawet muzykom z filharmonii. - To nie koniec - ostrzegają socjologowie. Wczoraj rano na ulice Zamościa nie wyjechały autobusy. Pracownicy MZK żądają podwyżek. - Po 200 zł dla każdego - mówi Mirosław Marszalec, szef zakładowej \"Solidarności”. Podwyżek o 600-700 zł brutto chcą też w lubelskim ZUS. - By średnia płaca wynosiła u nas 2 tys. zł brutto - wyjaśnia Ewa Bielecka z \"Solidarności” i zapowiada na przyszły tydzień referendum strajkowe. Zagotowało się także w PZL Świdnik. Wzięcie na dziś urlopu na żądanie zapowiedziało 1,5 tys. pracowników. Chcą 500 zł brutto więcej. - Nie cofniemy się przed kolejnym krokiem - ostrzega Krzysztof Kotliński z Komitetu Obrony Zakładu i Pracowników PZL. O wyższe płace upomniała się też wczoraj orkiestra Filharmonii Lubelskiej. - Pracuję od 30 lat. Zarabiam 1550 zł na rękę. Inni muzycy jeszcze mniej - rozkłada ręce klarnecista Andrzej Mazur. - Sytuacja wygląda niezwykle groźnie - komentuje prof. Stanisław Michałowski, politolog z UMCS. - Mamy do czynienia z buntem inteligencji, która postanowiła wyegzekwować to, co im Platforma Obywatelska naobiecywała przed wyborami. Zaczęło się na przełomie roku od lekarzy. W większości szpitali dostali podwyżki. Nawet do dwóch tysięcy złotych. Teraz pielęgniarki zażądały przynajmniej połowę tego co oni. Zagroziły bezterminowym odejściem od łóżek. W Lublinie, Dęblinie i Zamościu dostały do pensji 300-700 zł więcej. Tam, gdzie się nie dogadały, kontynuują protest. Jak w chełmskim szpitalu, gdzie wczoraj 519 pacjentami opiekowało się tylko 36 pielęgniarek. Reszta wzięła urlopy na żądanie. - Fala strajków cały czas rośnie i nie osiągnęła jeszcze kulminacji - ostrzega dr Dariusz Wadowski, socjolog z KUL. - Gdy jedna grupa zawodowa coś wywalczy, natychmiast zaczynają protestować kolejne. Np. nauczyciele. Jeśli rząd nie zagwarantuje im 50 proc. podwyżki w ciągu najbliższych dwóch lat, grożą, że w maju nie będzie matur. Ośmieliły się nawet zamojskie bibliotekarki. Przebąkują o strajku, jeśli nie dostaną 500 zł podwyżki. Jak to się skończy? - Jedyne wyjście, to podjęcie przez rząd rzeczowych rozmów ze związkowcami i osiągnięcie porozumienia, nawet zawarcie umowy społecznej. W przeciwnym razie sytuacja może się wymknąć spod kontroli. A to uderzy w nas wszystkich - dodaje prof. Michałowski. (ak, bar, step, szer, rp) • Sonda - strona 2

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama