Reklama
Wyleczysz grypę, wykończysz nerki
Młoda kobieta z Kraśnika o mało nie przypłaciła życiem stosowania popularnego leku przeciw grypie. Zapadła na ostrą niewydolność nerek i trafiła do szpitala.
- 07.02.2008 17:29
- Moja żona była w stanie zagrożenia życia - mówi jej mąż. - Właśnie wyszła ze szpitala. Lekarze stwierdzili, że rozchorowała się po lekach. Żona brała dwa popularne środki przeciwgorączkowe i przeciwzapalne, ale nie jednocześnie.
Specyfiki, którymi leczyła się kobieta, zawierały m.in. paracetamol i pseudoefedrynę. Na załączonej ulotce napisano, że można brać 6 tabletek dziennie.
Tymczasem dr Renata Zniszczyńska, specjalista chorób wewnętrznych Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy al. Kraśnickiej w Lublinie, zwraca uwagę na ogromne niebezpieczeństwo czające się w takich lekach. - Najbezpieczniej byłoby wziąć jedną tabletkę dziennie - mówi lekarka. - Tymczasem ludzie łykają je bez umiaru. Jednemu nic nie będzie, u innego dojdzie do ostrej niewydolności narządów.
Z podobnymi zatruciami ma na co dzień do czynienia dr Hanna Lewandowska-Stanek, ordynator oddziału toksykologii szpitala im. Jana Bożego w Lublinie. - Zatrucia lekami bez recepty są dużym problemem - mówi. - Ludzie łykają je bezmyślnie. Łączą jedne środki przeciwzapalne i przeciwbólowe z innymi o takim samym działaniu lecz pod inną nazwą. Często leczymy pacjentów z niewydolnością wątroby po paracetamolu. Jednego trzeba było transportować do Krakowa na dializę albuminową.
Paweł Flieger, aptekarz z Lublina, mówi, że leki zawierające paracetamol wydaje jedynie wtedy, gdy klient bardzo nalega. - One są bezpieczne tylko w reklamach - krytykuje. - Różnica między dawką leczniczą a toksyczną jest znikoma. Łatwo ją przekroczyć. Te tabletki strasznie wyniszczają nie tylko wątrobę, ale przede wszystkim nerki. Producenci specyfików bez recepty zachowują się bardzo nieodpowiedzialnie. Wmawiają ludziom, że ich produkty są bezpieczne. To bzdura.
Zdaniem lekarzy sprzedażą leków dostępnych w supermarketach, na stacjach benzynowych i kioskach powinien zająć się nadzór farmaceutyczny. - O dopuszczeniu ich do obrotu bez recepty decyduje główny inspektor farmaceutyczny - wyjaśnia Elżbieta Peret, zastępca wojewódzkiego inspektora farmaceutycznego w Lublinie. - To jest bardzo odpowiedzialna decyzja poprzedzona analizami i badaniami klinicznymi. Każdy lek ma obok działań dobroczynnych także niepożądane, z którymi trzeba się liczyć.
Reklama













Komentarze