Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Matka: Zostawcie tu Jasia

Ojciec Jasia jest Polakiem, dlatego chcę, żeby tu został i znalazł kochającą rodzinę. Na Białorusi umrze ...
- powiedziała biologiczna matka chłopca, do której udało nam się wczoraj dotrzeć. Kobietę przesłuchała już prokuratura. - Miałam brać ślub z ojcem Jasia, ale jak się dowiedział o ciąży, porzucił nas - płacze Białorusinka. - Dlatego, choć kocham dziecko, musiałam je oddać do adopcji. Jest ciężko chore, wymaga nieustannej opieki. Nie poradziłabym sobie sama. Kobieta wyjawiła nam wczoraj nazwisko ojca Jasia. Chwilę potem potwierdziła je w prokuraturze. Dlaczego dotąd milczała? - Bo mi zagroził, że poinformuje policję, że przebywam w Polsce na dziko. Kobieta od 13 lat mieszka nielegalnie w Polsce, od 10 w Lublinie. Ma jeszcze troje dzieci: urodzonego na Białorusi syna i dwie córeczki, które przyszły na świat w Lublinie. Jasia widziała tylko na zdjęciu w gazecie. Zapewnia, że chodzi na grób jego brata bliźniaka. - Szkoda mi Jasia. Chcę, żeby znalazł dobrą rodzinę w Polsce. U nas, na Białorusi, umrze... - wzdycha kobieta. Boi się, że teraz wraz z dziećmi zostanie deportowana na Wschód. - Tam nie mamy gdzie mieszkać, dzieci znają tylko język polski, chodzą do polskich szkół. Żyjemy w strachu z dnia na dzień. Proszę, pozwólcie nam zostać w Polsce. Bo teraz moje dzieci boją się chodzić do szkoły, musimy się ukrywać - rozpacza. Wczoraj Białorusinkę przesłuchała prokuratura. - Zamierzamy złożyć apelację od postanowienia sądu (o deportacji chłopca na Białoruś - dop. red.). Mamy świadomość wyjątkowości sytuacji. Nasze działania mają na celu dobro dziecka - mówi Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie. W środę prokuratura lubelska wysłała wniosek do sądu o wstrzymanie deportacji Jasia oraz równolegle wszczęła postępowanie o ustalenie ojcostwa Jasia. Matka chłopca złożyła też podanie do wojewody lubelskiego, żeby zalegalizował jej pobyt w Polsce. - Pismo wpłynęło do wydziału spraw obywatelskich. Postaramy się jej pomóc, musi jednak się do nas zgłosić - zapewnia Małgorzata Tatara, rzecznik wojewody lubelskiego. Kwestię pomocy Jasiowi i jego całej rodzinie bada też Rzecznik Praw Dziecka. Chłopczyk od wtorku przebywa w szpitalu w Gdańsku. Stan jego zdrowia pogorszył się na tyle, że uniemożliwia podróż na Białoruś. Istnieje szansa na to, by malec na stałe pozostał w Polsce i tutaj znalazł zastępczą rodzinę. Trzeba jednak potwierdzić, że wskazany przez Białorusinkę Polak, jest biologicznym ojcem chłopczyka. Chłopiec urodził się w Lublinie w kwietniu ub. roku. Cierpi na nieuleczalną chorobę genetyczną - mukowiscydozę. Jego brat-bliźniak zmarł tuż po narodzinach. Matka Białorusinka zrzekła się praw do dziecka. Chłopczyk pod koniec października trafił do rodziny zastępczej w Gdyni. Na początku stycznia o Jasia upomniała się Białoruś i zażądała jego wydania. W ub. tygodniu lubelski sąd przychylił się do tego wniosku.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama