Reklama
Oblał się benzyną i podpalił
46-latek chwilę wcześniej pokłócił się z narzeczoną. Mieszkaniec Niedrzwicy Kościelnej ledwo uszedł z życiem. ( FILM)
- 09.04.2008 16:30
- Nie wiem, jak mogło do tego dojść. To taki spokojny człowiek - mówi z niedowierzaniem Daniel Plewik, pracownik tartaku w Niedrzwicy Kościelnej k. Lublina. - Tragedia, wielka tragedia - dodaje jedna z sąsiadek. - Wszyscy jesteśmy w szoku.
46-letni Wiktor P. jest Ukraińcem. Po przyjeździe do Polski mieszkał w Chełmie, potem przeprowadził się do Niedrzwicy. Za zarobione w Polsce pieniądze kupił tam działkę i zaczął budować dom. Planował ślub. - Narzeczona pochodzi z Lublina - wyjaśnia Plewik. - Przyjeżdżała do niego często. Wykańczali dom, mieli wielkie plany.
Ostatnio przyjechała wczoraj. We dwoje przez dwa dni świętowali jej urodziny. - Nie było żadnej dużej imprezy, byli sami - mówi Sławomir Mączka, kierownik posterunku policji w Niedrzwicy. - Trochę piliśmy, nic więcej - dodaje Wiktor P.
Dziś przed południem impreza przerodziła się w kłótnię. Nagle mężczyzna wyjął kanister z benzyną, oblał się i podpalił. - Miałem dość wszystkiego - opowiada Wiktor P. - I przez kłótnię, i przez inne rzeczy.
Natychmiast z pomocą pośpieszyła narzeczona. To ona go ugasiła, a następnie zadzwoniła po pomoc. - Gdy pojawiliśmy się na miejscu, mężczyzna był już reanimowany przez ratowników pogotowia - mówi kpt. Michał Badach z Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie. - Był przytomny, ale jego stan wymagał natychmiastowego przewiezienia do szpitala.
W Bełżycach, gdzie zawieziono go najpierw, nie ma oddziału przystosowanego do leczenia tak poważnych oparzeń. Mężczyzna trafił więc do Szpitala Klinicznego przy ul. Staszica w Lublinie.
- Pacjent ma bardzo poważne oparzenia twarzy. Ich dokładna głębokość będzie mogła być określona dopiero za kilka dni - wyjaśnia dr Adam Nogalski, kierownik Kliniki Chirurgii Urazowej w SPSK nr 1. - Życiu mężczyzny nie zagraża niebezpieczeństwo. Ale wymaga leczenia szpitalnego.
Gdy Wiktor P. był wieziony do szpitala, do jego domu przyjechała policja. Chwilę później pojawili się też dziennikarze. \"Przywitała” ich narzeczona poparzonego. - Wynoście się stąd! Tylko szukacie sensacji - wykrzyczała natychmiast. - Tu się nic nie stało.
- Stało się - mówi po cichu Wiktor P. - Mam już dość wszystkiego.
- Oj daj pan spokój....
Reklama













Komentarze