Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Rzeszów: śmiertelny skok dwunastolatka

Andrzej Czyżowski z Jastkowa pod Lublinem miał wypadek podczas motocrossowego pucharu Polskiego Związku Motorowego.
Zmarł w szpitalu. Szóste okrążenie rozpoczął od efektownego skoku. Wypadek zdarzył się pięć sekund później. Zawody odbywały się w Rzeszowie. W sobotę Andrzej spisywał się znakomicie. - Syn wjechał z dużą prędkością na podjazd - opowiada ojciec 12-letniego zawodnika Andrzej Czyżowski senior, kiedyś zawodnik, a teraz trener motocrossu. - Nie trafił idealnie w środek. Najechał na mały garb. 70-kilogramowy motocykl gwałtownie podniósł się do góry. Syn zaczął szamotać się z nim w powietrzu. Spadając uderzył podbrzuszem w kierownicę. A potem razem z motocyklem przekoziołkował kilka razy. - Chłopiec trafił do nas w ciężkim stanie. Przez sześć godzin nasi lekarze toczyli dramatyczną walkę o jego życie - mówi Janusz Solarz, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie. - Niestety, urazy narządów wewnętrznych okazały się na tyle poważne, że nie udało się go uratować. Koledzy młodego sportowca są w szoku. - Znałem Andrzeja osobiście - wspomina Piotr Więckowski, szef Klubu Motorowego Cross z Lublina, który był na rzeszowskich zawodach. - Ciężko pracował i chciał zajść jak najdalej. Aż tu nagle ta wielka tragedia. - Pracuję w tym zawodzie od kilkudziesięciu lat, ale śmierci na torze tak młodego chłopaka nie pamiętam - podkreśla Tadeusz Szwemin, prezes Auto Moto Klubu Poltarex z Człuchowa (woj. pomorskie), w którego barwach jeździł Andrzej. Chłopak brał udział w pierwszych zawodach już w wieku 5 lat. Rok później wywalczył tytuł mistrza Europy wśród najmłodszych motocyklistów. - Chciał zostać mistrzem świata - mówi Szwemin. - I miał na to szanse. Dlaczego zginął? - Tu nie ma winnych. Andrzej był świetnie wyszkolony, motocykl był sprawny, a tor dobrze przygotowany - wyjaśnia prezes. - Takich wywrotek w motocrossie jest na pęczki. Jakieś fatum sprawiło, że ten skończył się tak tragicznie. Podobnie mówi ojciec. - Szkolę młodych zawodników od 17 lat. Mieli wiele wypadków, ale żaden nic sobie nawet nie złamał - mówi Czyżkowski senior. - Nigdy bym nie przypuszczał, że coś takiego spotka akurat mojego syna. Sprawą zajęła się rzeszowska prokuratura. Chłopak zostanie pochowany w Krasieninie k. Jastkowa w środę albo czwartek. Współpraca Bartosz Gubernat \"Nowiny”

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama