Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Miasto nie daje sprzątać skazanym

Ratusz nie kwapi się do podpisania umowy z lubelskim Aresztem Śledczym. Dzięki niej skazani mogliby sprzątać dzikie wysypiska śmieci.
Rok temu więźniowie pracowali, aż miło. Ich zadaniem było przede wszystkim usuwanie dzikich wysypisk. Ośmiu mężczyzn uzbierało w sumie 90 wielkich kontenerów śmieci. Co piątek byli wysyłani nad Zalew Zemborzycki, gdzie sprzątali zrujnowany ośrodek Dąbrowa. Już podczas pierwszej wizyty nad zalewem skazani zapełnili sto 120-litrowych worków. Ze współpracy z miastem zadowolone były także władze Aresztu Śledczego. - Bo praca jest jedną z podstawowych form resocjalizacji - tłumaczy płk Zbigniew Drożyński, dyrektor aresztu. Dla osadzonych była to też okazja do kontaktu z normalnym światem. Ale w tym roku miasto z pomocy więźniów nie korzysta. - Kilkakrotnie wysyłaliśmy swoją ofertę. Wciąż czekamy na odzew - mówi Drożyński. I zapewnia, że jest gotowy wysłać na ulicę tylu samo skazanych, co rok temu. A jeśli będzie trzeba, to nawet więcej. O to, by umowę z aresztem podpisać na czas od kwietnia do października Wydział Ochrony Środowiska prosił władze miasta już w listopadzie zeszłego roku. Mamy czerwiec, a więźniów ani widu, ani słychu. Drożyński przyznaje, że jeden z jego podwładnych, nie mogąc doczekać się odpowiedzi na pisma, zadzwonił do Ratusza z pytaniem o dalszą współpracę. - Dowiedzieliśmy się, że mamy czekać - relacjonuje dyrektor aresztu. W środę Wydział Ochrony Środowiska sprawą nie zajmie się wcale. - Bo prezydent zdecydował, że skazani będą pracować na rzecz Wydziału Gospodarki Komunalnej, który odpowiada za sprzątanie - wyjaśnia Wiesław Piątkowski, zastępca dyrektora WOŚ. Z kolei Wydział Gospodarki Komunalnej w ogóle nie chce sprawy komentować. - Najpierw musimy rozwiązać pewien problem, o którym na razie nie mogę mówić - stwierdza Tomasz Radzikowski, dyrektor WGK. - Do końca tygodnia sprawa powinna się rozstrzygnąć.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama