Rozmowa z prof. Kazimierzem Głowniakiem, dziekanem Wydziału Farmaceutycznego lubelskiego Uniwersytetu Medycznego
16.06.2008 12:14
- Dążymy do tego, by lekarze i farmaceuci mogli martwić się o pacjentów, a nie o pieniądze. Lansujemy więc zasadę: jeden aptekarz, jedna apteka. Zajmujemy się więc farmakoekonomiką, która ma sprawić, by skuteczne leczenie było jak najtańsze. Proponujemy tańszy polski lek, zamiast drogiego z importu, jeśli są równie skuteczne.
Przekonujemy też decydentów, m.in. w Komisji Zdrowia, że nierówność wobec pacjentów nikomu nie służy i leki w małej wiejskiej aptece nie mogą być droższe niż w dostającej upusty z racji większych obrotów wielkomiejskiej sieci. Stałe ceny na leki refundowane i na receptę przeciwdziałałyby nieuzasadnionym wyciekom pieniędzy z coraz chudszych kieszeni pacjentów i budżetu.
- Przede wszystkim, ale także dlatego, że farmakognozja to bardzo wdzięczna i wciąż tajemnicza dziedzina. Znana na całym świecie, szczególnie w krajach azjatyckich, w Afryce. U nas też. Wciąż nie odkryliśmy jeszcze wszystkich skarbów natury.
- Owszem. Już nasze mamy i babcie skutecznie leczyły nas np. z przeziębień naparem z pędów malin. Te są równie skuteczne w 10-krotnie mniejszym stężeniu salicylanów, niż w syntetycznych pigułkach znanych światowych firm. Bo zachodzi tu efekt współdziałania różnych pomagających nam składników.
Tak jest z wieloma lekami roślinnymi. Ale by je upowszechnić, leki roślinne powinny mieć swoje sklepy - trzeba je wyprowadzić z bazarów - a w aptekach jest dla nich za mało miejsca.
Trzeba też wiele o nich wiedzieć, m.in. to, że muszą być podane w odpowiednim etapie choroby. Później już pomagają tylko syntetyki.
Wiem to nie tylko z książek, dwójkę z czwórki swoich dzieci wychowałem bez antybiotyków.
- Tak, bo może pomóc pacjentom. W naszej pracowni prowadzimy m.in. badania dotyczące analizy jakościowej i ilościowej substancji farmakologicznie aktywnych występujących w w świerząbku - roślinie podobnej do kopru, o sosnowym zapachu, czy w arcydzięglu.
Ale akurat to nic nowego. Górale podhalańscy od lat leczą się nalewką sporządzaną na korzeniu tej rośliny: dźwigoniówką lub litworówką. Sławny likier kartuzów (Chartreuse) był również produkowany na spirytusowym wyciągu ze świeżego korzenia arcydzięgla, barwiony zaś wyciągiem z kwiatu czarnej malwy. Jest też składnikiem czeskiej Becherovki.
Maria Balicka
Komentarze