Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Lepiej się leczyć maliną, niż penicyliną

Rozmowa z prof. Kazimierzem Głowniakiem, dziekanem Wydziału Farmaceutycznego lubelskiego Uniwersytetu Medycznego
- Dążymy do tego, by lekarze i farmaceuci mogli martwić się o pacjentów, a nie o pieniądze. Lansujemy więc zasadę: jeden aptekarz, jedna apteka. Zajmujemy się więc farmakoekonomiką, która ma sprawić, by skuteczne leczenie było jak najtańsze. Proponujemy tańszy polski lek, zamiast drogiego z importu, jeśli są równie skuteczne. Przekonujemy też decydentów, m.in. w Komisji Zdrowia, że nierówność wobec pacjentów nikomu nie służy i leki w małej wiejskiej aptece nie mogą być droższe niż w dostającej upusty z racji większych obrotów wielkomiejskiej sieci. Stałe ceny na leki refundowane i na receptę przeciwdziałałyby nieuzasadnionym wyciekom pieniędzy z coraz chudszych kieszeni pacjentów i budżetu. - Przede wszystkim, ale także dlatego, że farmakognozja to bardzo wdzięczna i wciąż tajemnicza dziedzina. Znana na całym świecie, szczególnie w krajach azjatyckich, w Afryce. U nas też. Wciąż nie odkryliśmy jeszcze wszystkich skarbów natury. - Owszem. Już nasze mamy i babcie skutecznie leczyły nas np. z przeziębień naparem z pędów malin. Te są równie skuteczne w 10-krotnie mniejszym stężeniu salicylanów, niż w syntetycznych pigułkach znanych światowych firm. Bo zachodzi tu efekt współdziałania różnych pomagających nam składników. Tak jest z wieloma lekami roślinnymi. Ale by je upowszechnić, leki roślinne powinny mieć swoje sklepy - trzeba je wyprowadzić z bazarów - a w aptekach jest dla nich za mało miejsca. Trzeba też wiele o nich wiedzieć, m.in. to, że muszą być podane w odpowiednim etapie choroby. Później już pomagają tylko syntetyki. Wiem to nie tylko z książek, dwójkę z czwórki swoich dzieci wychowałem bez antybiotyków. - Tak, bo może pomóc pacjentom. W naszej pracowni prowadzimy m.in. badania dotyczące analizy jakościowej i ilościowej substancji farmakologicznie aktywnych występujących w w świerząbku - roślinie podobnej do kopru, o sosnowym zapachu, czy w arcydzięglu. Ale akurat to nic nowego. Górale podhalańscy od lat leczą się nalewką sporządzaną na korzeniu tej rośliny: dźwigoniówką lub litworówką. Sławny likier kartuzów (Chartreuse) był również produkowany na spirytusowym wyciągu ze świeżego korzenia arcydzięgla, barwiony zaś wyciągiem z kwiatu czarnej malwy. Jest też składnikiem czeskiej Becherovki. Maria Balicka

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama