Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Druga porażka zespołu z Wieniawy

Lublinianka doznała drugiej w tym sezonie porażki.
Podopieczni trenera Zbigniewa Grzesiaka na inaugurację przegrali z POM Iskrą Piotrowice, zaś teraz nie dali rady Lewartowi Lubartów, który tym samym odniósł swoje pierwsze zwycięstwo. - Wszystko dlatego, że nie ma kto u nas strzelać bramek - martwi się szkoleniowiec lublinian. Piłkarze z Wieniawy na radość ze zdobycia kompletu punktów muszą poczekać co najmniej do środy, kiedy zagrają na wyjeździe z Sokołem Adamów. - Uważam, że wcale nie musieliśmy przegrać - mówi Zbigniew Grzesiak. - To my lepiej operowaliśmy piłką, ale straciliśmy gole po stałych fragmentach gry. Zawiedli ci piłkarze, którzy w takich sytuacjach nie powinni. Mamy za mało doświadczonych zawodników, jakimi w Lewarcie są Kaczmarski, Mirosław czy Mitura. To praktycznie dzięki nim Lewart wygrał to spotkanie. Skład Lublinianki w większości oparty jest w tej chwili na młodzieży. - Co z tego, że mamy sytuacje do strzelania bramek, skoro nie ma kto ich wykończyć. Nasza gra opiera się głównie na bronieniu. Poza tym, przez ostatnie trzy lata ten zespół był rozbijany, więc teraz ciężko jest od razu skleić to wszystko - twierdzi Grzesiak. Niewykluczone, że niedługo się to zmieni. Nad przyjściem do zespołu cały czas zastanawiają się Erwin Sobiech, Maciej Sebastianiuk i Jacek Paździor. Ich gra w barwach Lublinianki nie jest przesądzona. - Być może weźmiemy jednego, dwóch z nich. Za Sobiecha Motor żąda pieniędzy, których nie jesteśmy w stanie zapłacić. A Sebastianiuk i Paździor z powodu spraw osobistych nie mogą się zdecydować na przyjście do nas - tłumaczy trener Grzesiak. Lewart jechał na Wieniawę z zamiarem wywalczenia trzech punktów i cel osiągnął. - Choć grało nam się ciężko, głównie ze względu na straszliwy upał - przyznaje Arkadiusz Smolarz, trener lubartowian. - Do tego skład był trochę przebudowany i nasza gra nie była taka, jak powinna. Było w niej dużo szarpaniny, a mało płynności. Na szczęście, wykorzystaliśmy stałe fragmenty i dzięki temu wygraliśmy - kwituje Smolarz. Kibiców, którzy wybrali się ne mecz z Lewartem spotkała miła niespodzianka. Bramy stadionu były otwarte i nie trzeba było kupować biletu. A wszystko dlatego, że zarząd Lublinianki podjął decyzję, że w tej rundzie fani \"zielono-biało-czerwonych” nie będą musieli płacić za oglądanie meczów Lublinianki na stadionie przy ul. Leszczyńskiego. Powód? - Po prostu wpływy z biletów i tak nie miały praktycznie żadnego przełożenia na wysokość budżetu klubu, nie pokrywały nawet kosztów organizacji meczu. Liczymy, że dzięki tej decyzji na nasze mecze zacznie też przychodzić więcej ludzi - wyjaśnia Zbigniew Grzesiak.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama