Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Sędziowie skazują po omacku

150 tys. zł odszkodowania i publiczne przeprosiny za \"bandyckie” naruszenie praw obywatelskich - taki wyrok wydał sąd na lubelskiego policjanta. Funkcjonariusz nawet nie wiedział, że proces się toczył.
Policjantowi Andrzejowi B. proces wytoczył Leszek L. Przed trzema laty funkcjonariusz prowadził wobec niego postępowanie. Chodziło o groźby. Policjanci zatrzymali mężczyznę i użyli wobec niego siły. Jesienią ub. roku Leszek L. skierował do sądu pozew. Domagał się przeprosin za to, że policjant - tu wskazał właśnie na Andrzeja B. - w bandycki sposób naruszył jego prawa obywatelskie, lżył, bił i szantażował. Zażądał za to 150 tys. zł odszkodowania. Leszek L. podał adres, pod którym miał mieszkać policjant - Turka, osiedle Borek, ulica Bukowa oraz jego adres pracy. Prawdziwy był tylko adres komendy, bo policjant mieszka 30 km od Turki. Ruszył proces. Leszek L. nawet nie musiał stawiać się w sądzie. Zwolniono go z kosztów, dostał adwokata z urzędu, który przychodził na rozprawy za niego. Sąd wysyłał wezwania policjantowi na adres w Turce. Listonosz nikogo we wskazanym mieszkaniu nie zastawał. Wezwanie wracało do sądu z adnotacją: \"Zwrot, nie podjęto w terminie”. I tak kilkakrotnie. W czerwcu Sąd Okręgowy w Lublinie wydał zaoczny wyrok: nakazał policjantowi wypłacić Leszkowi L. 150 tys. zł odszkodowania, zwrócić 12 tys. zł kosztów i opublikować przeprosiny w telewizyjnej Panoramie Lubelskiej. Dopiero pismo z lipca, wysłane na osiedle Borek, poczta zwróciła sądowi z adnotacją: \"Adresat pod wskazanym adresem nie mieszka”. Wówczas sąd wysłał policjantowi wyrok do miejsca pracy. W sądzie twierdzą, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. - Wezwanie, które nie zostało podjęte a było dwa razy awizowane, uważane jest za doręczone - mówi Alicja Zych, przewodnicząca I Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Lublinie. Komenda policji wynajęła Andrzejowi B. adwokata, który doprowadził do tego, że z wyroku zdjęto rygor natychmiastowej wykonalności. Sprawa ma dalszy ciąg. Ponownie ruszył proces, tym razem już z udziałem Andrzeja B. Ale Leszek L. znów do sądu nie przychodzi. Jest poszukiwany do odbycia kary za niezapłaconą grzywnę. 4 grudnia na rozprawie zjawiła się jego siostra, główny świadek rzekomego pobicia przez policjanta. Okazało się, że jej brat pozwał niewłaściwą osobę. - Tego pana, który siedzi na sali widzę po raz pierwszy - powiedziała wskazując na Andrzeja B. - Jego nazwisko usłyszałam od ludzi. Widocznie to pomyłka. Andrzej B. nie chciał tego komentować. Następna rozprawa przed wigilią.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama