Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Konfrontacje Teatralne wracają. Lublin chce mieć miejsce na wielki teatr

Ponad dwa tygodnie teatru, spektakle z Katowic, Krakowa, Warszawy i Ukrainy, wielkie nazwiska i przedstawienia dotykające wojny, wykluczenia, samotności czy radykalizacji społecznych nastrojów. Tak zapowiada się 31. edycja Konfrontacji Teatralnych w Lublinie. Organizatorzy już teraz patrzą jednak dalej – na Europejską Stolicę Kultury 2029 i stworzenie w mieście hali, w której można byłoby pokazywać widowiska niedostępne dla tradycyjnych scen.
Konfrontacje Teatralne wracają. Lublin chce mieć miejsce na wielki teatr
Kadr ze spektaklu "Proces"

Autor: mat. prasowe

– Jest jakiś rodzaj nowego otwarcia. Mamy plany dalekosiężne, prawie do 2029 roku i chcemy bardzo mocno zaznaczyć obecność festiwalu w mieście – mówi Janusz Opryński, dyrektor Konfrontacji Teatralnych.

Tegoroczna edycja będzie nieco bardziej kameralna niż ubiegłoroczna. Powodem są między innymi ograniczenia finansowe i kwestie związane z dostępnością dużych sal. Organizatorzy podkreślają jednak, że program jest różnorodny, a do Lublina przyjadą zarówno uznani artyści, jak i młodzi twórcy.

Teatr o tym, co dzieje się wokół nas

Hasło tegorocznych Konfrontacji brzmi „Świat zżera duszę”. To nawiązanie do spektaklu „Strach zżera duszę”, którym festiwal zostanie otwarty. Przedstawienie Teatru Śląskiego w Katowicach wykorzystuje historię znaną z filmu Rainera Wernera Fassbindera, żeby opowiedzieć o obcości i inności we współczesnej Polsce.

– Naprzeciwko nas jest wojna w Ukrainie. Społeczeństwo szuka obcych, nastroje się radykalizują. Uznanie, że ktoś jest wspólnym wrogiem, przychodzi niezwykle łatwo i szybko, a od słowa do czynu jest bardzo blisko – mówi Jacek Wakar, kurator festiwalu.

W programie znalazło się kilkanaście przedstawień. Będą chociażby „Die duch” – energetyczny spektakl ukraińskich artystek, „Smutna rzeka” Barbary Wysockiej i Michała Zadary, wracający do katastrofy ekologicznej na Odrze, a także „Szpieg z Krainy Głuchych”, czyli musical opowiadający o świecie osób głuchych.

Nie zabraknie też tematów związanych z samotnością, miłością i wykluczeniem. „Samotny mężczyzna” Teatru Ludowego w Krakowie to opowieść o miłości, stracie i odrzuceniu.

Mocnym punktem programu ma być również „Proces” – rekonstrukcja procesu Eligiusza Niewiadomskiego, zabójcy prezydenta Gabriela Narutowicza. Organizatorzy zwracają uwagę, że słowa wypowiadane w spektaklu pochodzą z autentycznych zapisów procesu, a część z nich może brzmieć zaskakująco współcześnie.

Wielkie nazwiska na lubelskich scenach

Do Lublina przyjadą Maja Ostaszewska, Jacek Poniedziałek, Adam Ferency, Tadeusz Huk, Przemysław Bluszcz, Modest Ruciński czy Agnieszka Przepiórska. Jednym z wydarzeń będzie także „Podwójne wiązanie” Nowego Teatru w Warszawie w reżyserii Katarzyny Kalwat.

Festiwal zamknie „Polanierńska próba otwarta” – spektakl Agnieszki Przepiórskiej i Anny Krysiak, przygotowywany wspólnie z Mają Kleczewską.

Organizatorzy podkreślają, że w tym roku nie udało się zmieścić w programie wszystkich planowanych przedstawień. Część z nich ma jednak trafić do Lublina w przyszłym roku.

– De facto jesteśmy umówieni na 2027 rok i możemy półgębkiem powiedzieć, że Teatr Narodowy przyjedzie do Lublina, być może nie z jednym przedstawieniem – zapowiada Wakar.

Sprzedaż biletów rusza we wtorek. Najdroższe kosztują 80 zł.

„Potrzebujemy hali kultury”

Podczas konferencji pojawił się też pomysł, który może być jednym z ważniejszych elementów kulturalnych planów Lublina na najbliższe lata. Chodzi o stworzenie dużej, elastycznej hali, w której można byłoby organizować spektakle wymagające ogromnej przestrzeni i zaplecza technicznego.

– Jestem w ekipie, która namawia prezydenta, żeby po prostu stworzyć halę kultury. Bardzo się upieramy, żeby to było na 2029 rok – mówił Opryński.

Jak tłumaczył, chodzi o przestrzeń inną niż klasyczny teatr. Taką, w której można zmieniać ustawienie widowni, sceny i całej konstrukcji w zależności od potrzeb przedstawienia.

Jako przykład podał „Rotko” Łukasza Twarkowskiego – spektakl, który w Polsce może być prezentowany tylko w odpowiednio dużej przestrzeni. Podobnych widowisk jest więcej.

– To są gigantyczne, ogromne, technicznie skomplikowane widowiska. W Polsce takich przestrzeni po prostu nie mamy – mówił Wakar.

Organizatorzy przekonują, że taka hala przydałaby się nie tylko podczas Europejskiej Stolicy Kultury 2029. Mogłaby zostać w Lublinie na lata i otworzyć miasto na wydarzenia teatralne o międzynarodowej skali.

– Gdyby po 2029 roku w Lublinie została hala kultury czy hala sztuki, byłoby to coś wspaniałego. Wtedy zjawiska klasy światowej, międzynarodowej mogą tu przyjeżdżać – przekonywał Opryński.

Tegoroczne Konfrontacje mają być więc nie tylko kolejną edycją festiwalu. Organizatorzy chcą, żeby były początkiem nowego etapu. Z jednej strony – z teatrem blisko tego, co dzieje się dziś w Polsce i na świecie. Z drugiej – z ambicją, by Lublin miał warunki do prezentowania największych teatralnych widowisk.


Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama