Bronowicki: Z ulgą pożegnałem stary rok
ROZMOWA Z Grzegorzem Bronowickim, reprezentantem Polski
- 07.01.2009 18:53
- Tak, w czwartek lecę do Belgradu.
- Sam nie wiem, jednego i drugiego mam w sobie po trochu. Z jednej strony cieszę się, że wreszcie wejdę w normalny trening i coraz bliżej mi do powrotu na boisko, a z drugiej nie wiem, co tak naprawdę spotkam na miejscu. Niepewność powoduje też brak czasu, którego jeszcze trochę potrzebuję, aby odzyskać pełną dyspozycję.
- Nie mam pojęcia, może miesiąc.
- 5 grudnia, pojechałem, żeby dowiedzieć się, co mam robić. I zastałem zupełnie nową sytuację, innych ludzi. Zmienili się wszyscy, prezes klubu, dyrektor sportowy, trener. W sierpniu byłem po raz ostatni i z tamtej ekipy, poza lekarzem, nie został nikt.
- Dwóch lub trzech. Na mojej pozycji też jest solidna konkurencja. Ale rywale jak rywale, trzeba z nimi wygrać.
- Chwilę, Cedomir Janevski dopytywał się, kiedy będę do jego dyspozycji. 10 stycznia mam razem z drużyną polecieć na Cypr i pracować swoim rytmem.
- Nie wiem czy to dobra zmiana, czas pokaże. W Belgradzie trenerska karuzela jest czymś zupełnie normalnym. Tam nowy szkoleniowiec pojawia się co trzy miesiące. Jeśli chodzi o treningi, to praca z Zemanem była w porządku. On jest zwolennikiem ciężkiej pracy i ja również to lubię. Gorzej było z podejściem do piłkarzy, którzy przechodzili rehabilitację. Po mistrzostwach Europy, na które ostatecznie nie pojechałem, tłumaczyłem, że chcę czasu by wzmocnić mięsień, że nie ma sensu niczego przyspieszać na siłę. Bez skutku, a w dodatku nie otrzymałem odpowiedniej opieki medycznej. No i wiem, komu mogę podziękować za \"kontuzję”, kto jest tego sprawcą. Wiedzieli co mi jest, a mimo to kazali grać. W efekcie zerwałem w całości więzadła krzyżowe przednie.
- Leczyłem się w Polsce. Przez trzy miesiące jeździłem na rehabilitację do Lublina, do pana Ryśka Majewskiego. Co zalecono mi wykonać, zrobiłem zgodnie z planem. Dużo pracowałem nad zginaniem i wyprostowaniem kolana. Jednak przed mną jeszcze sporo zajęć, przede wszystkim związanych z odbudową mięśnia.
- Szczerze mówiąc, w tej chwili w ogóle o tym nie myślę. Najważniejszy będzie powrót na boisko.
- Nie jestem zadowolony ze swojego pobytu w Belgradzie. Jednak na razie ciężko mi mówiąc o zmianie klubu. Długo byłem kontuzjowany i nie mogłem przecież wzbudzić zainteresowania innych zespołów. Może po tej rundzie to się zmieni. Do Serbii jadę teraz sam. Syn przygotowuje się do komunii świętej. Został w Łęcznej, gdzie ma koleżanki i kolegów. Widzę, jak świetnie czuje się w ich gronie. I nie siedzi tylko przed komputerem. W Belgradzie trudno spotkać Polaków, poza tymi w... ambasadzie. Stąd dla rodziny taki pobyt jest dużym psychicznym obciążeniem.
- Dokładnie, rok 2008 zakończyłem z dużą ulgą. Z utęsknieniem czekałem na 1 stycznia. Kłopoty zdrowotne, największa impreza mistrzostwa Europy przed telewizorem - pech mnie nie opuszczał. Jednak karta musi wreszcie się odwrócić.
- W tej chwili jest Jakub Wawrzyniak i długo nic.
- W środę zadzwonił do mnie asystent Rafał Ulatowski. Pytał, kiedy będę gotowy do gry. Powiedział, żebym nie myślał o wiośnie, tylko spotkaniach zaplanowanych jesienią. Wtedy rozegra się decydująca walka o wyjazd na mistrzostwa świata.
Reklama













Komentarze