Reklama
Łuków: Kto ukradł czołgi z poligonu?
Z poligonu wojskowego w Jagodnem koło Łukowa zginęły czołgi. Jeden policjanci zatrzymali w środę w okolicach Radzynia Podlaskiego. Trzy znaleźli w Lublinie. Wszystkie jechały na złom.
- 11.02.2009 14:50
- Czegoś takiego jeszcze nie było - mówi Krzysztof Żuławski, właściciel punktu skupu złomu przy ul. Krochmalnej w Lublinie. W środę zadzwonił do niego jeden z pracowników. - Mówił, że obok naszego składu przyjeżdżają na lawetach… dwa czołgi. Nie mogłem uwierzyć.
Lawety jechały do drugiego, większego, składu przy ul. Krochmalnej. - Słyszałem, że miały dotrzeć do huty w Stalowej Woli. Ale pewnie ktoś uznał, że po co je wieźć sto kilometrów, skoro można je sprzedać w Lublinie - przypuszcza Żuławski. Ale ostatecznie transport ruszył dalej. Niedługo później, razem z trzecią maszyną, zatrzymali go policjanci.
W tym samym czasie czwarty czołg wpadł w ręce funkcjonariuszy pod Radzyniem Podlaskim. - Wiózł go na lawecie kierowca z firmy transportowej. Ktoś zamówił w niej dostarczenie maszyny do huty w Stalowej Woli - mówi jeden z radzyńskich policjantów.
- Przewoźnik tłumaczył się, że nic nie wiedział o kradzieży.
Doszło do niej kilka godzin wcześniej. - W nocy z wtorku na środę z poligonu w Jagodnem skradziono cztery czołgi służące jako cele do ćwiczeń - potwierdza mjr Marcin Ropus, rzecznik dowódcy Sił Powietrznych RP.
Przez lata poligon w Jagodnie należał do Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie. - 17 grudnia przekazaliśmy ten obiekt 4. Skrzydłu Lotnictwa Szkolnego - mówi rzecznik szkoły ppłk Janusz Chojecki.
To nowa jednostka, powstała jesienią ub. roku. Jej dowództwo mieści się w Dęblinie, a piloci są szkoleni m.in. w Jagodnie. Jednak dowódcy 4. Skrzydła byli wczoraj nieuchwytni.
Teraz okoliczności kradzieży wyjaśnia policja i Żandarmeria Wojskowa. - Sprawdzają, jak to możliwe, że z terenu wojskowego zginęły cztery takie maszyny - podkreśla mjr Ropus.
W środę śledczy nie zdradzali nawet, kim są złodzieje. Wiadomo jedynie, że czołgi miały trafić na złom.
- Mamy techniczne możliwości przerobu takich pojazdów - mówi Jerzy Wojcieszyn z Huty Stalowa Wola. - Kiedyś kupowaliśmy kompletne czołgi od wojska, jedynie bez amunicji. Ale czy teraz ktoś zamierzał nam je sprzedać? Nie wiem.
Skradzione maszyny były pozbawione wyposażenia i gąsienic. Zakładając, że każdy z nich ważył połowę normalnej wagi (kompletny waży 26 ton), łącznie złomiarze mogli sprzedać 52 tony złomu. Średnia cena kilograma to ok. 40 groszy. Zarobiliby więc niewiele ponad 20 tys. zł.
Reklama













Komentarze