Sprawa o mobbing w łukowskiej szkole, czyli kto włożył odchody do kieszeni płaszcza
W Sądzie Rejonowym trwa sprawa Czesławy Wereszczyńskiej, która wystąpiła o 30 tys. zł zadośćuczynienia za mobbing doznany w łukowskiej Szkole Podstawowej nr 5. Dziś zeznawały nauczycielki.
- 11.03.2009 17:37
Najpierw podczas zeznań płakała Jolanta S., jedna z głównych przeciwniczek Wereszczyńskiej. Tak zareagowała na odczytanie przez przewodniczącą składu orzekającego stenogramu nagranych przez Wereszczyńską rozmów nauczycielek w \"piątce”.
- Nie chciałem nawet słuchać tych rozmów odtwarzanych w telewizji. Przypominam sobie ich fragmenty, kiedy żartowałyśmy o podkładaniu \"śmierdzieli” i gwoździ. Jednak wielu rozmów sobie nie przypominam. Nigdy nie zrobiłam nic przeciwko pani Wereszczyńskiej.
Nie wiem, kto mógł porysować jej samochód i włożyć odchody do kieszeni płaszcza. Większości nauczycieli nie podobało się zachowanie tej pani, kiedy niesłusznie oskarżyła koleżanki o bezprawne uzyskanie awansu zawodowego. Nie dopuszczałyśmy do siebie myśli, że mogła nas nagrywać - mówiła przed sądem Jolanta Ś.
Zeznająca jako świadek Joanna B. przyznała, że po ujawnieniu w kraju nagrań, nauczyciele SP 5 czuli się zaszczuci przez media. Przez pewien czas wstydzili się nawet przyznawać, że są z \"piątki”.
Czesława Wereszczyńska, oświadczyła, że występując ze skargą na koleżanki otrzymujące awans zawodowy uczyniła to z \"pobudek obywatelskich”. (pim)
Reklama













Komentarze