III Liga: Szczegóły współpracy łukowskich Orląt z Legią Warszawa
Tuż przed wznowieniem rundy wiosennej do kibiców z Łukowa napłynęła dobra wiadomość. W minionym tygodniu ekipa Orląt podpisała umowę o współpracy z Fundacją Akademia Piłkarska Legii Warszawa.
- 17.03.2009 18:22
- Myślę, że skorzystają na tym oba kluby. My na pewno podniesiemy poziom szkolenia w naszym regionie. Planujemy wiele cyklów zajęć dla trenerów z powiatu łukowskiego, aby jak największa ich liczba na tym skorzystała. Wierzę, że dzięki temu wychowamy wielu nowych dobrych piłkarzy. W przyszłości jakaś perełka może przecież trafić do Legii - mówi dyrektor Orląt Waldemar Bącik.
Umowa o współpracy obu klubów zawiera 13 punktów. Pierwszy z nich mówi o transferach piłkarzy (w obie strony), a kolejne o udzielaniu porad w sprawach organizacyjnych, sportowych i marketingowych oraz o szkoleniach i stażach trenerskich według metod Akademii Piłkarskiej prowadzonej przez Fundację.
Drużyna z Łukowa będzie również miała możliwość kontaktu ze sztabem szkoleniowym pierwszego zespołu Legii (m.in. z trenerem od przygotowania fizycznego) oraz odbywania konsultacji lekarskich i rehabilitacyjnych w stołecznym klubie.
Ponadto łukowianie będą mogli korzystać z materiałów dydaktycznych oraz przyjeżdżać na wykłady i konsultacje. Warszawianie będą też pomagać w pozyskiwaniu sprzętu sportowego, organizacji wyjazdów i obozów sportowych. Dodatkowo drużyny z Łukowa będą zapraszane na mecze i turnieje towarzyskie.
Na współpracy już skorzystali juniorzy starsi i młodsi Orląt, którzy wybrali się na mecze sparingowe. Podopieczni Andrzeja Suchodolskiego przegrali z młodymi legionistami (rocznik 1992) 1:4. Juniorzy młodsi musieli natomiast uznać wyższość Mazowsza Miętne (0:3).
Okazuje się także, że najnowsze nabytki klubu Orląt Piotr Borowik i Rafał Aleksandrowicz wcale nie trafili do Łukowa już w ramach współpracy z Legią.
- To zupełnie inna sprawa. Po tym jak odeszli od nas Rafał Wej i Marcin Żurawski po prostu musieliśmy uzupełnić zespół, a czasu było zbyt mało, żeby dołączyli do nas zawodnicy z Warszawy. Jeżeli chodzi o Żurawskiego, to nie chcieliśmy się zachowywać, jak pies ogrodnika. To chłopak z Tomaszowa, więc nie robiliśmy mu przeszkód w powrocie do domu - wyjaśnił dyrektor Bącik.
Reklama













Komentarze