Przeprowadzony na miejscu eksperyment obalił te ustalenia. Biegły musiał się wycofać z części swoich twierdzeń. Nie wydał jednak zdecydowanej opinii. W tej sytuacji prokuratura powołała nowego specjalistę - ze Szczecina.
- Jego opinia już do nas wpłynęła, ale na obecnym etapie śledztwa nie ujawniamy jej treści - mówi Katarzyna Czekaj, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej Lublin Południe.
Udało się nam jednak ustalić, że szczeciński biegły nie zostawił suchej nitki na ustaleniach poprzednika. Jego opinia może być powodem zadowolenia dla prokuratora, który szykuje się do oskarżenia Witolda B.
Z dokumentu wynika, że policjant przekroczył dozwoloną prędkość. Miało to istotny wpływ na przebieg wypadku i obrażenia, jakie odniosła Kasia.
Witold B. dobrze znał niebezpieczne przejście w Wólce. Feralnego dnia prowadził o zmroku, przy deszczowej pogodzie. Zdaniem biegłego, policjant zrobił wszystko, czego powinien wystrzegać się kierowca. W trudnych warunkach nie zachował należytej ostrożności i uderzył widoczną z daleka pieszą. Witold B. przekonywał śledczych, że zobaczył nastolatkę tuż przed pasami i nie mógł jej ominąć.- To przejście jest bardzo niebezpieczne. Moja córka była na tym punkcie przeczulona - mówi Jan Piszyk, ojciec zmarłej Kasi. - Jestem pewien, że nie weszłaby na pasy tuż przed nadjeżdżającym samochodem.
Do tragicznego wypadku doszło 14 grudnia ubiegłego roku. Witold B. jechał od strony Lublina. Podróżował z żoną i psem. Po potrąceniu Kasi zatrzymał się na chwilę i odjechał. Dziewczyna zmarła.
Policjant pojechał do rodziny. Powiedział krewnym, że potrącił sarnę. To samo usłyszał mechanik, u którego tuż po wypadku zostawił swojego volkswagena passata.
Witold B. został zatrzymany kilka dni po tragedii - wyprowadzono go z komendy w Łęcznej. Usłyszał zarzuty i trafił do aresztu, w którym czeka na proces. Został również wyrzucony ze służby.














Komentarze