Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Gdy dziki zaglądają do ogródka

Dziki tak upodobały sobie Minkowice w gminie Mełgiew, że pożerają tu nie tylko uprawy na polach, ale też warzywa z przydomowych działek. - Spotkać dzika obok domu to nie problem - skarżą się mieszkańcy.
- Rano szłam na stację kolejową i w pewnym momencie na mojej drodze pojawił się dzik - opowiada Edyta Misztal, mieszkanka Minkowic. - Zwierz zaczął mnie gonić, ale, na szczęście, udało mi się uciec. Mam niepełnosprawnego syna, który ma protezę nogi i też codziennie chodzi tędy na pociąg. Jemu ciężko byłoby uciec. Mieszkańcy drżą o swoje dzieci. - Strach wyjść wieczorem z domu, ale rano też nie jest bezpiecznie - dodaje pani Edyta. Ludzie z Minkowic zgodnie twierdzą, że zwierzęta nie boją się ich. Podchodzą pod domy, niszczą uprawy - są prawdziwym utrapieniem. - To dzika zwierzyna i w każdej chwili może zaatakować. Staramy się przepędzać ją na różne sposoby - mówi Jacek Migryt. Wieszamy worki na kołkach przy polu ziemniaków czy stare ubrania tam gdzie rosną uprawy. Ale nawet włosy ludzkie w rajstopce niewiele pomagają. - Tak się rozpanoszyły tutaj, że na niewiele się to wszystko zdaje - dodaje Migryt. - Nasze uprawy i ogródki są całkowicie zryte przez dziki. Okazuje się, że jest na nieproszonych gości sposób. - Ja kupiłem pastucha elektrycznego i od tygodnia mam spokój, zwierzęta nie podchodzą - mówi Bogdan Gomułkiewicz. Ale pozostali mieszkańcy uważają, że dzików jest zbyt dużo i żądają natychmiastowego odstrzału. Zgłosili skargę do koła łowieckiego \"Łoś” w Lublinie. - Przyjeżdżają oglądają straty i mówią, że sprawa będzie załatwiona - dodają mieszkańcy. Myśliwi znają doskonale problem. - Podchodzenie dzików pod domy to już praktycznie norma - mówi Zdzisław Woś z koła łowieckiego. Pojawiają się nawet na obrzeżach Lublina. Nigdy wcześniej takie sytuację się nie zdarzały. - Jest coraz więcej nieużytków, które dziki bardzo lubią. Coraz więcej rolników rezygnuje z upraw, przestaje kosić łąki. Opuszczone pola, krzaki to doskonałe siedlisko dla lochy z warchlakami - tłumaczy łowczy. Ale rezygnacja z uprawy to żaden sposób. Im więcej nieużytków, tym większe szkody w uprawach, które jeszcze zostały. - Szkody wyrządzone przez te zwierzęta są obliczane zgodnie z rozporządzeniem ministra środowiska i są wypłacane przez koła łowieckie - tłumaczy Woś. Łowczy dodaje, że koło zwiększy odstrzał dzików i będzie na bieżąco reagować na skargi i uwagi.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama