Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Zjazd PZPN: Działacz z Lubelszczyzny zagłosował za kolegę

Co zrobić, gdy nie można wziąć udziału w ważnym głosowaniu? Pokazać koledze z sali odpowiedź na palcach, a ten zagłosuje za nas. Tak zrobili lubelscy działacze na sobotnim zjeździe PZPN.
Zjazd miał przegłosować m.in., czy zaprzestać karania klubów, które w latach 2003-05 ustawiały mecze, a karać jedynie ludzi za to odpowiedzialnych. Przeciwko uchwale było 36 delegatów, za - 20, a 5 wstrzymało się od głosu. Samemu głosowaniu towarzyszyło wiele kontrowersji, choćby związanych z działaczami z Lubelszczyzny. Prezes LZPN Marian Rapa głosował za siebie i za kolegę - Stanisława Pryciuka z Zamościa. - Byłem przewodniczącym komisji uchwał i wniosków. Musiałem stać przy mównicy i odczytywać treści wniosków, które w tym czasie poddawano pod głosowanie - opowiada Pryciuk. - Tymczasem urządzenia do głosowania były przy stolikach delegatów. Nie chcąc przechodzić od mównicy do mojego stolika, poprosiłem kolegów z Lublina o pomoc. - Pryciuk wskazywał palcami, którą odpowiedź za niego zaznaczyć, a my to robiliśmy. Ale wszystko odbyło się jawnie - tłumaczy Rapa. - Publicznie powiedziałem, że to moje głosy - dodaje Pryciuk. Ale nie wszystkim się to spodobało. Część działaczy oburzyła się zachowaniem delegatów z Lublina. - Nie ma powodu do szukania sensacji - przekonuje Rapa. - Każdy z nas miał swoje urządzenie do głosowania. Każdy był na sali, więc mógł zagłosować. A my chcieliśmy to ułatwić naszemu koledze, na jego prośbę i po podaniu tego do publicznej wiadomości. Mimo protestów, głosowanie zostało uznane za ważne.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama