Surdykowski: Znowu mieliśmy pod górkę
ROZMOWA Z Januszem Surdykowskim, napastnikiem Górnika Łęczna, a także wypowiedzi trenerów i piłkarzy po meczu KSZO Ostrowiec - Górnik.
- 09.08.2009 17:22
– Górnik zawsze ciężko się gra, kiedy pierwszy straci bramkę. Całkiem inaczej prezentujemy się, gdy to my wyjdziemy na prowadzenie, a nie musimy gonić wynik. Trzeba zastanowić się z jakiego powodu tak się dzieje.
– KSZO przez dwadzieścia minut tylko się bronił, nie wiedział co się dzieje. A bramki strzelił nam przypadkowe. Niestety, strzelił i to my znowu mieliśmy pod górkę.
– My mamy swój styl i zawsze gramy o trzy punkty. Po prostu mecz nam się nie ułożył i po objęciu prowadzenia KSZO umiejętnie się bronił.
– Dokładnie, to nasza pięta achillesowa. Może z Wisłą Płock wreszcie się przełamiemy i te gole padną.
– Musimy pozbierać się do kupy, wyciągnąć wnioski i może szczęście wreszcie się do nas uśmiechnie.
– Wyszliśmy chyba nie w pełni skoncentrowani na to spotkanie, ponieważ bramki straciliśmy po prostych błędach. KSZO skrupulatnie to wykorzystał i później było nam ciężko cokolwiek zrobić. KSZO mądrze się bronił, do tego groźnie atakował, a my nie bardzo mieliśmy atuty, aby w tym meczu coś zmienić. Parę stworzonych sytuacji to za mało, żeby przy stanie 0:2 doprowadzić chociaż do remisu. To jest nasza druga porażka z rzędu i to na prawdę bardzo boli i mnie jako szkoleniowca mocno zastanawia. Absolutnie nie chcę winić za dwie porażki drużyny, tylko po prostu zastanowić się, dlaczego te dwa pierwsze mecze w I lidze zagraliśmy tak, że oba przegraliśmy w bardzo podobnych okolicznościach.
– Wiedziałem czego się spodziewać po drużynie Górnika Łęczna, bo to co zobaczyłem tydzień temu w spotkaniu z Widzewem, teraz się potwierdziło. Łęczna to zespół bardzo dobrze poukładany, któremu nie można dać kontroli, szczególnie w środkowej strefie boiska. Sołdecki, Bartoszewicz i Bazler nie mieli prawa tutaj dominować, bo widziałem, że w meczu z Widzewem, momentami ta dominacja była bardzo widoczna i na to uczulałem moich zawodników. Postawa zespołu w pierwszej połowie przekonała mnie, że idziemy w dobrym kierunku. Po strzeleniu pierwszej bramki poszliśmy za ciosem, nie cofnęliśmy się, tylko dążyliśmy do strzelenia drugiej. Zdobycie drugiej bramki przez Adama Cieślińskiego, który pewnie wykorzystał rzut karny wniosło dużo spokoju w nasze poczynania.
– Uczulaliśmy się na to, że Górnik może zagrać z nami wysoko, tak jak my w Zabrzu. I było to przez dziesięć minut. Ale my to wytrzymaliśmy i strzeliliśmy szybko dwa gole. Wiedzieliśmy, że wyjdą systemem 4-3-3, że zechcą zdominować środek pola. Jednak nie udało im się. W końcu grali to co chcieliśmy – wszerz i do tyłu, a my się tylko przesuwaliśmy. Górnika mieliśmy rozpracowanego bardzo dobrze. Trener powiedział nam jak grają rywale, a w szczególności obaj boczni obrońcy. Czy nie wahałem się strzelać między nogami Kuby Wierzchowskiego. Spojrzałem na niego co robi, zdecydował się na wyjście i złapałem go na wykroku. Mogliśmy wygrać jeszcze wyżej, bo należały nam się dwa rzuty karne.
– Nikt się nie spodziewał takiego początku sezonu. Miało być sześć punktów, a jest zero. Czy mam pretensje do defensorów? Gra obronna, to gra całego zespołu. Zaczynając ode mnie, a kończąc na napastnikach. Musimy usiąść i porozmawiać o tej sytuacji. Mamy doświadczony zespół i jestem przekonany, że to tylko chwilowy kryzys bądź niemoc. Wierzę, że w końcu zaczniemy strzelać bramki i wygrywać, podobnie jak to było na wiosnę.













Komentarze