IV liga: Zwycięstwa Huraganu, Sparty Orląt i Łady
Huragan Międzyrzec Podlaski pokonał w sobotę Lewart Lubartów 2:1. Nikt nie miałby jednak większych pretensji, gdyby wynik meczu był odwrotny.
- 20.09.2009 16:12
– Mam już dość. To kolejny raz, kiedy po zwycięstwie przychodzi porażka, mimo że jesteśmy lepsi od rywala – narzekał po meczu zawodnik Lewartu, Tomasz Mitura. On i jego koledzy pretensje mogą mieć jednak wyłącznie do siebie. Stworzyli wiele dogodnych okazji, a wykorzystali zaledwie jedną. Duża w tym zasługa Siergieja Czerepienki, który wybronił m.in. dwie sytuacje sam na sam. Wszystkiego nie można zrzucić jednak na jego dobrą dyspozycję.
– Zadecydowała nasza strzelecka indolencja – wyjaśnił szkoleniowiec gości, Arkadiusz Smolarz. I miał rację. Jego podopiecznym nie zawsze przeszkadzał bowiem bramkarz Huraganu. Choćby Michałowi Urbasiowi, który w pierwszej połowie po dokładnym dośrodkowaniu Sławomira Latka trafił w słupek. A sytuacji, w których piłkarze z Lubartowa minimalnie się mylili było znacznie więcej.
Gospodarze stworzyli sobie mniej okazji, ale byli skuteczniejsi. Wykorzystali już pierwszą z nich. W 15 minucie Michał Tusz dośrodkował w pole karne, gdzie piłkę głową strącił Radosław Klujewski. Ta trafiła do Sebastiana Mazura, któremu nie pozostało nic innego, jak tylko skierować ją do siatki.
Druga bramka padła już po przerwie. Rzut wolny z dwudziestu dwóch metrów wykonywał Arkadiusz Szczepaniuk. Uderzył w mur, ale piłka wróciła pod jego nogi. Tym razem już się nie pomylił i płaskim strzałem w długi róg pokonał Michała Wilkołka.
W końcówce goście, mimo, ze grali w osłabieniu po kontuzji Łutasza Mitaszka, (trafił do szpitala z podejrzeniem złamania nosa po zderzeniu z Filipem Ślósarskim) zdołali zdobyć kontaktową bramkę. Jej autorem okazał się Mitura, który najwyżej wyskoczył w polu karnym po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Na więcej zabrakło już jednak czasu.
Huragan Międzyrzec Podlaski – Lewart Lubartów 2:1 (1:0)
Bramki: Mazur (15), A. Szczepaniuk (55) – Mitura (81).
Huragan: Czerepienko – Czap, Szoman, Wegrzyniak, Tusz – Mazur (90 Maksymowicz), A. Szczepaniuk, Łotsuk, Kwaśniewski (54 Chromik) – Urbaniuk (46 Ślósarski), Klujewski.
Lewart: Wilkołek – Dajek (75 Jezior), Maleszyk, Cyranek, Pszczoła, Serwin, Mitura, Mitaszka, Krzyżanowski (58 Korzeniowski), Latek (65 Łukasiewicz), Urbaś (58 Wawruch).
Żółte kartki: Klujewski – Maleszyk, Wilkołek, Wawruch, Serwin. Sędziował: Andrzej Mierzejewski (Lublin). Widzów: 250.
W meczu sąsiadów w tabeli lepsza okazała się wyżej sklasyfikowana Sparta Rejowiec Fabryczny, która pokonała Janowiankę 2:1. Spotkanie było zacięte i emocjonujące. Nerwy puściły szkoleniowcowi gości. Dariusz Brytan musiał oglądać spotkanie z trybun, po tym jak zwrócił uwagę sędziemu asystentowi. Według trenera \"puścił” grę po spalonym dla gospodarzy.
Mecz w Rejowcu spokojnie mógł się zakończyć prowadzeniem gospodarzy 5:3. Jednak oba zespoły zawodziła skuteczność. Sam Jacek Ziarkowski, grający trener Sparty, zmarnował dwie wymarzone okazje.
Jeden ze strzałów zatrzymał się na poprzeczce. Słabo nastawione celowniki mieli też jego klubowi koledzy, m.in. Krzysztof Boniecki. Na słowa pochwały zasłużył Łukasz Kiejda, strzelec pierwszej bramki. – Łukasz rozegrał bardzo dobry mecz, otworzył spotkanie – komplementuje piłkarza Marek Jankowski, kierownik Sparty.
Goście przyjechali z zamiarem wywiezienia co najmniej jednego punktu. – Nastawiliśmy się na kontry, widać to było w naszym ustawieniu, kiedy przesunęliśmy do drugiej linii Andrzeja Wachowicza – relacjonuje Tadeusz Rząd, kierownik Janowianki. – W pierwszej części mieliśmy trzy tzw. setki, ale co z tego, skoro jak zawsze zawodziła nas skuteczność.
Szans na strzelenie goli nie wykorzystali Wachowicz, Piotr Chmiel, Łukasz Piecyk. Pierwszy przymierzył z główki wprost w ręce Ireneusza Sajeckiego. Piecykowi, w końcówce meczu, zabrakło szczęścia, kiedy minął golkipera miejscowych, a jego strzał w światło bramki wybił obrońca Sparty. – Po raz kolejny głupio tracimy punkt, tak było z Cisami Nałęczów i Hetmanem Żółkiewka – podkreśla Rząd.
Sparta Rejowiec Fabryczny – Janowianka Janów Lubelski 2:1 (2:0)
Bramki: Kiejda (18), Adamiec (45) – Gąbka (47).
Sparta: Sajecki – Wojciechowski, Machnikowski, Mazurczak, Rossa, Adamiec (76 D. Kozioł), Niwiński (67 K. Kozieł), Ziarkowski, Chybiak (80 Góra), Kiejda (90 Lasota), Boniecki.
Janowianka: Kielarski – P. Sadowski, Sobótka, Szarowski, Oczkowski (68 Duda), Firosz (73 Szczecki), T. Sadowski, Gąbka, Wachowicz, Chmiel, P. Bielak (62 Piecyk).
Żółte kartki: Kozieł (S) – Szarowski (J).
Sędziował: Krzysztof Hordejuk (Biała Podlaska). Widzów: 200.
Piłkarze Łady Biłgoraj odnieśli pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie. W derbach Zamojszczyzny podopieczni Ireneusza Zarczuka wygrali w Szczebrzeszynie z Roztoczem. Mimo, że to zespół spadkowicza był faworytem sobotniego meczu, to w ekipie gospodarzy liczono na niespodziankę. Z kolei trener Łady przypominał, że zawodnicy beniaminka potrafią zdobywać punkty na własnym stadionie.
Przyjezdni jednak dość szybko zdołali rozwiać nadzieje miejscowych kibiców na korzystny wynik. W 33 min prowadzili 2:0 po strzałach Adama Onkiewicza i Jakuba Rozwadowskiego. W obu przypadkach nie popisał się bramkarz Roztocza Łukasz Sobolewski.
– Miał słabszy dzień. Bramki stracone po prostych uderzeniach miały wpływ na postawę zespołu. W przerwie ustawiłem drużynę bardziej ofensywnie, z trzema obrońcami. Początek był obiecujący, ale z minuty na minutę słabliśmy – mówi trener zespołu beniaminka Krzysztof Rysak. Napastnicy Roztocza nie potrafili poważnie zagrozić bramce strzeżonej przez Grzegorza Paczosa.
Z kolei graczom Łady brakowało odrobiny szczęścia i precyzji. Przy stanie 2:0 w poprzeczkę trafiali Piotr Fulara i Artur Kukiełka, a po uderzeniu Ireneusza Zarczuka piłka uderzyła w słupek. Goście dopięli swego w 88 min, kiedy dokładnym strzałem z 20 metrów popisał się Tomasz Garbacz.
– Wynik mógł być bardziej okazały, ale możemy być zadowoleni. Do tej pory słabo nam się wiodło na wyjazdach. Zagraliśmy dobrze taktycznie i za to należą nam się słowa uznania – ocenia Ireneusz Zarczuk, grający trener Łady.
Roztocze Szczebrzeszyn – Łada Biłgoraj 0:3 (0:2)
Bramki: Onkiewicz (22), Rozwadowski (33), Garbacz (88).
Roztocze: Sobolewski, T. Bielec (80 Wachowicz), Rysak, Paweł Lipiec, Sowa, P.Sawic (38 Rugała), Duda (70 Bździuch), Antoszek, D. Bielec, Piotr Lipiec, Lipski (60 Świerczyński).
Łada: Paczos, Skrzypek, Bubiłek, Kukiełka, Fulara, Sosnowski (46 Obszyński), Onkiewicz (46 Blicharz), Zarzycki (70 Komosa), Rozwadowski (83 Bednarz), Zarczuk, Garbacz.
Żółte kartki: Antoszek, Rysak – Bubiłek. Sędziował: Piotr Kasperski (Lublin). Widzów: 600.
Nie udało się podopiecznym Jarosława Góry podtrzymać serii meczów bez porażki. W czwartym kolejnym spotkaniu Start przegrał z Orlętami Łuków 0:1. Wynik był wymarzonym prezentem dla szkoleniowca gospodarzy Andrzeja Suchodolskiego, który w dniu meczu obchodził 51 urodziny.
Gospodarze rozegrali bardzo dobre zawody, od początku do końca kontrolując ich przebieg. Przyjezdni wypracowali sobie zaledwie jedną dogodną sytuację, kiedy w 30 min po dośrodkowaniu Łukasza Wywrockiego bliski zdobycia bramki był Siergiej Borys.
Dziewięć minut później Orlęta objęły prowadzenie. Uderzenie z dystansu Aleksandra Abramenki zablokował jeden z obrońców Startu, ale tak niefortunnie, że piłka trafiła pod nogi Macieja Wryka, który umieścił ją w prawym rogu.
Humory gościom popsuła dodatkowo kontuzja Emila Witkowskiego. – Ten chłopak ma wielkiego pecha. To dla nas wielka strata. Gdyby był z nami do końca być może udałoby się osiągnąć korzystniejszy rezultat – powiedział Tomasz Pomian, drugi trener Startu Krasnystaw.
Orlęta Łuków – Start Krasnystaw 1:0 (1:0)
Bramki: Wryk (39).
Orlęta: Kuśnierenko – Szlaski, Ozygała, Fortuna (83 Izdebski), Gryczka, Kiryło (88 Wysokiński), Abramenko, Wryk, Sudowski (73 S.Matuszewski), Gaj (73 Sabiejew), Agafonow.
Start: Ryć – Berbeć, Rachował, Gutowski, Dowhoszyja, Wywrocki (72 Polikowski), Iwan (46 Sawa), Bielak, Witkowski (22 Suduł), Borys (65 Janeczko), Sadowski.
Żółte kartki: Abramenko, Izdebski, Fortuna (O). Sędziował: Wojciech Rek (Lublin). Widzów: 300.
Reklama













Komentarze