Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Piłkarska IV liga: Zwycięstwa Chełmianki, Olendra, Roztocza i Łady

– Trzy punkty to jedyne, co chcę zapamiętać z tego spotkania - stwierdził po sobotnim meczu szkoleniowiec Chełmianki, Paweł Łapiński. I trudno mu się dziwić. Na boisku dominowali bowiem gospodarze i gdyby nie strzelecka indolencja, to już po pierwszej połowie mogliby prowadzić kilkoma bramkami.
W marnowaniu doskonałych sytuacji brylował Grzegorz Góral, który już w trakcie pierwszych dziesięciu minut dwukrotnie przegrał pojedynek jeden na jednego z Bartłomiejem Porzycem. Najlepszą okazję miał jednak Mateusz Bartyzel. W 7 minucie młody zawodnik Lublinianki minął bramkarza gości i mając przed sobą pustą bramkę... nie trafił do niej. Jego anemiczny strzał z trudem minął linię końcową boiska. O ile jednak powyższą dwójkę usprawiedliwiać można młodym wiekiem, to Macieja Sebastianiuka nie tłumaczy już nic. Doświadczony napastnik otrzymał w 23 minucie dokładne podanie od Górala i nieatakowany przez nikogo strzelił niecelnie. Chełmianka odpowiedziała jedynie akcją Sylwestra Zdunka, który na cztery minuty przed zakończeniem pierwszej połowy ograł jak dziecko Radosława Chmielnickiego i uderzył potężnie. Ładna interwencją popisał się w tej sytuacji Marcin Zapał, który sparował piłkę na rzut rożny. Słabszą dyspozycję lidera można tłumaczyć grypą, która wykluczyła dwóch kluczowych zawodników, Tomasza Borysa i Łukasza Drzewickiego. Po przerwie goście wyszli jednak bardziej zmotywowani i od razu przystąpili do ataku. Opłaciło się. W 48 minucie Łukasz Postój przeprowadził dynamiczną akcję lewym skrzydłem, którą zakończył ładnym strzałem pod poprzeczkę. Zapał był bez szans. – Specjalne podziękowania należą się kibicom. Zarówno naszym, jak i tym z Motoru, którzy ich wspierali. Byli dziś naszym dwunastym zawodnikiem. Gdyby nie oni, punkty mogłyby zostać w Lublinie – powiedział po meczu rozradowany kapitan gości, Sławomir Tatysiak. W końcówce, po strzale Zdunka piłka znalazła się w siatce gospodarzy po raz drugi, ale sędzia gola nie uznał. Jego zdaniem w tej sytuacji napastnik znajdował się na pozycji spalonej. W doliczonym czasie gry nerwy puściły Arkadiuszowi Łyskowi. Obrońca Lublinianki skierował w stronę arbitra wulgarne słowa, za co słusznie został wyrzucony z boiska. Bramka: Postój (48). Lublinianka: Zapał - Zieliński, Łysek, Borowski (74 Kucharzewski), Chmielnicki (82 Kursa)– Krupski, Bartyzel (59 Celling), Sobiech, T. Wieczorek (64 Oszast) - Sebastianiuk, Góral. Chełmianka: Porzyc - Słomka, Dyczko, Kogut, Kasperek (76 Grzywna) – D, Wieczorek, Drob, Tatysiak (85 Krzyżak), Postój - Zdunek (90 Bala), Fajman. Żółte kartki: Kucharzewski, Łysek (L) - Wieczorek, Zdunek (Ch). Czerwona kartka: Łysek (L), za obrazę arbitra w doliczonym czasie gry. Sędziował: Piotr Kozłowski (Zamość). Widzów: 400. Nie udało się piłkarzom z Nałęczowa przerwać fatalnej serii czterech porażek z rzędu. Wczoraj Cisy musiały dopisać do tej listy piąty kolejny mecz bez kompletu punktów. Tym razem zdecydowanie lepszy od gospodarzy okazał się Olender Sól, który wygrał bez najmniejszych problemów 4:0. – Nie chcę się usprawiedliwiać, ale nie mogłem skorzystać z usług aż siedmiu zawodników. Dlatego z trudem przychodziło nam konstruowanie akcji ofensywnych. Mimo wszystko mogliśmy się pokusić przynajmniej o jednego gola. Skąd te problemy kadrowe? Z różnych względów. We znaki dają się nam kontuzje, ale tak się akurat złożyło, że dwóm podstawowym bramkarzom wypadły jakieś wyjazdy, Marek Lenartowicz się rozchorował, a Arek Perduta był na weselu – wylicza trener Cisów Andrzej Depta. Wynik meczu w 29 min otworzył... Tomasz Polak, który starał się powstrzymać szarżującego na bramkę Cisów Tomasza Albingiera, ale zrobił to tak niefortunnie, że wpakował piłkę do własnej bramki. W kolejnych minutach popularny „Albin” dal się miejscowym jeszcze bardziej we znaki, bo zdobył dwa kolejne gole i już do przerwy było po zawodach. Ekipa z Nałęczowa przed przerwą mogła się pochwalić dwoma okazjami Polaka, a po zmianie stron dwie szanse zmarnował też Paweł Kadłubowski. – Nasza przewaga nie podlegała żadnej dyskusji i zasłużenie wywalczyliśmy trzy punkty. Mecz skończył się tak naprawdę po 45 minutach, bo w drugiej części wiało już nudą – ocenia Michał Furlepa, szkoleniowiec przyjezdnych. Cisy Nałęczów – Olender Sól 0:4 (0:3) Bramki: Polak (29-samobójcza), Albingier (34, 39), Dymanus (67). Cisy: Ścibior – Zgierski, Malesa, Kamiński, Plewiński (65 Gieroba), Sekrecki (78 Depta), Polak, Tupaj, Adamczyk, Dudek, Kadłubowski. Olender: Czukiewski – Ł. Kusiak, Dobromilski, Dziedzic, Grelak, Stelmach, Lalik, Chomicz (70 Blacha), Robak (58 Poliwka), Różański (66 Dymanus), Albingier (88 Kmieć). Żółte kartki: Dudek (C) – Stelmach (O). Sędziował: Sebastian Ignaciuk (Biała Podlaska). Widzów: 150. Mecz z Roztoczem Szczebrzeszyn miał być dla piłkarzy Startu Krasnystaw „spacerkiem”. Tymczasem starcie z zespołem beniaminka okazało się dla podopiecznych Jarosława Góry prawdziwą drogą przez mękę. Szczebrzeszynianie od początku zagrali bardzo konsekwentnie i agresywnie w obronie. Uniemożliwiali gospodarzom grę krótkimi podaniami, zmuszając ich do długich wrzutek w pole karne. Tam najczęściej piłka padała łupem obrońców Roztocza, co stwarzało przyjezdnym okazje do kontrataków. Pierwsza bramka padła po stałym fragmencie gry. Grzegorz Antoszek z rzutu rożnego zagrał do Piotra Lipca, który dośrodkował, a akcję ze skrzydła zamknął Artur Lipski. Cztery minuty później ten ostatni celnym podaniem otworzył drogę do siatki Damianowi Bielcowi. Strzałem pod poprzeczkę zakończył wzorcową kontrę swojej drużyny. Po zmianie stron trener Startu postawił wszystko na jedną kartę, wystawiając do gry trzech napastników. Gra gospodarzy wyglądała dużo lepiej, ale zabrakło tego co w piłce najważniejsze, czyli bramek. Najbliżej szczęścia był Sebastian Suduł, który z 20 metrów trafił w poprzeczkę. Z kolei Łukasz Rachwał dwukrotnie z bliskiej odległości posyłał piłkę obok bramki. Okazję do zdobycia drugiej bramki miał Bielec, ale po rajdzie przez pół boiska nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy. – To był totalny niewypał. Dwa proste błędy kosztowały nas stratę bramek. Później wyglądało to lepiej, ale goście bardzo mądrze się bronili. Takie mecze się zdarzają – podsumował Jarosław Góra, trener Startu. – Szukaliśmy trzech punktów i przez cały tydzień przygotowywaliśmy się do tego meczu. Moim piłkarzom należą się słowa uznania za walkę i mądrość taktyczną. Zagrali konsekwentnie od pierwszej do ostatniej minuty – nie krył radości Krzysztof Rysak, opiekun Roztocza. Zawodnicy Startu przegrali drugi mecz z rzędu i po raz pierwszy w tym sezonie stracili punkty przed własną publicznością. Z kolei przyjezdni także po raz pierwszy sięgnęli po zdobycz punktową na wyjeździe. Start Krasnystaw – Roztocze Szczebrzeszyn 0:2 (0:2) Bramki: Lipski (29), D. Bielec (33) Start: Ryć, Berbeć, Ł. Rachwał, Gutowski, Dowhoszyja (85 Banaszkiewicz), Wywrocki, Iwan (46 Chariasz), Tchórz (46 Suduł), Bielak, Sadowski, K. Sawa. Roztocze: Sobolewski, Rysak, Sowa, Wachowicz, Rugała, D. Bielec, T. Bielec, Antoszek, Kuźma (46 Duda), Lipski (83 M. Bździuch), Piotr Lipec Żółte kartki: Berbeć, Sawa – D. Bielec. Widzów: 600. Sędziował: Krzysztof Hordejuk Najmniejszych problemów nie mieli piłkarze Unii Bełżyce z Huraganem Międzyrzec Podlaski. Podopieczni Tomasza Kamińskiego rozgromili rywali aż 6:0. – To było bardzo łatwe zwycięstwo. Nie byliśmy zagrożeni nawet przez minutę. Po 25 minutach prowadziliśmy przecież już 3:0 – powiedział uradowany Tomasz Kamiński, trener gospodarzy. Do zdobycia szybkiego prowadzenia przez Unię wydatnie przyczynili się obrońcy gości. – Defensorzy Huraganu wychodzili bardzo wysoko. My posyłaliśmy im piłki za plecy do szybkich napastników i każdą akcję kończyliśmy sytuacją sam na sam. Zdobyliśmy sześć bramek, a mogliśmy strzelić nawet dwanaście – dodaje Kamiński. Skutecznością błysnął Karol Strug, który zdobył trzy bramki. – Nie chcę wybrzydzać, ale on miał w sumie siedem sytuacji – wyjaśnia szkoleniowiec gospodarzy. Unia Bełżyce – Huragan Międzyrzec Podlaski 6:0 (3:0) Bramki: Strug (2, 17, 60), Gałkowski (25), Walęciuk (65), Samolej (85). Unia: Kurzępa – Zielinski, Cioch, Gorgol, Czępiński (65 Jezierski), Gołociński (55 M. Winiarski), Boniaszczuk (65 Sidor), Samolej, Walęciuk, Gałkowski (55 Gołofit), Strug. Huragan: Czerepienko –Tusz (46 Kwaśniewski), Szoman (46 Korniluk), J. Szczepaniuk, Węgrzyniak, Mazur (55 Chomik), Łocuk, A. Szczepaniuk, Cap, Ślósarski (82 Maksymowicz), Klujewski. Żółte kartki: Zieliński (U) – Mazur, Klujewski (H). Sędziował: Rogowski. Widzów: 300.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama