Grenadierów: Złomowisko ma 6 miesięcy na wyciszenie
Hałaśliwe złomowisko z ul. Grenadierów musi się uciszyć i dostanie na to pół roku. Jeśli tego nie zrobi, powinno się wynieść – zapowiedział prezydent Lublina.
- 07.10.2009 20:10
Lokatorzy bloków, którym doskwiera dochodzący ze złomowiska hałas chcieli, by zakład wyniósł się natychmiast. Na osłodę usłyszeli, że takie złomowisko w ogóle nie powinno powstać koło ich domów.
Ratusz wziął zakład pod lupę po niedawnym proteście mieszkańców, którzy niemal przez cały dzień blokowali bramę skupu złomu. Protestujący pokazywali wykonane przez sanepid pomiary dowodzące, że w ich domach jest za głośno. Gdy miasto obiecało, że zbada sprawę, protest został zawieszony. Mieszkańcy czekali na ruch prezydenta. Ten zaprosił ich do siebie i przyznał, że lokalizacja złomowiska jest chybiona.
– Plan zagospodarowania przestrzennego mówi, że na tym terenie nie mogą być lokalizowane uciążliwe zakłady produkcyjne – mówi Adam Wasilewski, prezydent Lublina. Dlaczego zatem ktoś wydał zgodę na utworzenie złomowiska. – Uznano, że ta działalność nie jest uciążliwa. Nie były wykonywane ekspertyzy środowiskowe przy wydaniu tej decyzji – dodaje. – Takie założenie było zasadne? – Ja bym pewnie zamówił opinię akustyka – przyznaje prezydent.
Do 15 października Ratusz ma wydać nową decyzję środowiskową, nakazującą ograniczenie emisji hałasu w ciągu pół roku. – Mnie nie interesuje, jak oni to zrobią, mogą sobie bunkier zbudować – mówi Wasilewski. Mieszkańcy sugerują zadaszenie złomowiska lub budowę ekranów akustycznych. – Później trzeba będzie przeprowadzić pomiary hałasu. Jeśli nie będzie za duży, wtedy stwierdzimy, że zakład działa zgodnie z prawem lokalnym. Jeśli nie – musi być zlikwidowany.
Mieszkańcy nie są uszczęśliwieni. – To odsuwa problem w czasie na pół roku, zakładając dobrą wolę firmy. Bo jeśli się odwoła, to sprawa może się ciągnąć i dwa lata – mówi Tomasz Kalinowski, jeden z protestujących. Jego zdaniem, urzędnicy nie mieli prawa wydać zgody na lokalizację złomowiska. – Została podjęta z naruszeniem prawa – stwierdza. Nie wyklucza, że mieszkańcy, zamiast czekać aż zakład się uciszy, będą chcieli doprowadzić do uchylenia zgody na jego działalność. – Na razie musimy żyć z pyłem i z hałasem.
Reklama
Komentarze