W sobotnich derbach ziemi chełmskiej nie było rozstrzygnięcia. Faworyzowani goście podzielili się punktami z bliskim rywalem. Dobry mecz w bramce Startu rozegrał Sławomir Ryć.
MAREK WIECZERZAK
11.10.2009 19:11
Zespół z Krasnegostawu zagrał osłabiony brakiem trójki piłkarzy. Trener Jarosław Góra z różnych powodów nie mógł skorzystać z usług Krystiana Sawy, Łukasza Wywrockiego i Dawida Bielaka. Mimo tego gospodarze zaprezentowali się w starciu z liderem korzystnie.
– Remis to dla nas dobry wynik, bo Chełmianka to doświadczony zespół, mający w składzie paru rutyniarzy. A u nas niemal sama młodzież – komentuje Tomasz Pomian, drugi trener Startu.
Mimo, że w ciągu niemal całego meczu to chełmianie mieli optyczną przewagę, nie byli w stanie stworzyć klarownej sytuacji do zdobycia bramki. Co prawda goście dużo strzelali, ale między słupkami Startu bardzo dobrze spisywał się Sławomir Ryć.
– Goście prowadzili grę, ale my robiliśmy groźne kontry. Po jednej z nich Sebastian Sadowski znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale źle trafił w piłkę – opisuje Pomian.
Strata dwóch punktów nie pozbawiła chełmian fotela lidera. Ale ich przewaga nad grupą pościgową zmalała z czterech do dwóch \"oczek”. Swoje mecze wygrały bowiem zarówno Unia Bełżyce jak i Orion Niedrzwica, które depczą po piętach chełmianom.
Warto również zaznaczyć, że był to już piąty mecz z kolei, w którym Bartłomiej Porzyc zachował czyste konto. Po raz ostatni bramkarz \"biało-zielonych” został pokonany 6 września w meczu z POM Iskrą Piotrowice. Od tamtej pory minęło 521 minut.
W najbliższej kolejce Chełmianka zmierzy się na własnym stadionie z przeciętnym w tym sezonie Lewartem Lubartów. A już za dwa tygodnie podopieczni trenera Pawła Łapińskiego jadą do Bełżyc na mecz z Unią.
Start Krasnystaw – Chełmianka 0:0
Start: Ryć – Berbeć, Dowchoszyja, Iwan, Gutowski, Sz. Sawa, Chariasz, Ł. Rachwał (80 Pluta), Borys, Suduł, Sadowski.
Chełmianka: Porzyc – Dyczko, Słomka, Grzywna, Kogut, Drob (86 Bala), Kasperek (64 Postój), Tatysiak, Wieczorek, Zdunek (70 Drzewicki), Fajman.
Żółte kartki: Grzywna, Postój (Ch). Sędziował: Piotr Kasperski (Lublin). Widzów: 700.
Gol Rafała Krupskiego w trzeciej minucie doliczonego czasu gry przesądził o wygranej Lublinianki z POM Iskrą Piotrowice. Choć kibicom zgromadzonym na Wieniawie wydawało się, że spotkanie zakończy się podziałem punktów. Chwilę wcześniej Marcin Goździołko strzelił bowiem bramkę dla gości, doprowadzając do remisu. Szczęście było jednak w sobotę po stronie gospodarzy.
– Sami zafundowaliśmy sobie taki scenariusz – mówi Zbigniew Grzesiak, trener Lublinianki. – Już w pierwszej połowie Grzesiek Góral miał znakomitą sytuację strzelecką, w drugiej części ponownie. Bramkę mógł też zdobyć Piotrek Łubiarz – dodaje.
Lubelski szkoleniowiec miał też pretensje do arbitra za podyktowanie w końcówce karnego dla POM Iskry. – Kursa trafił najpierw w piłkę, a dopiero później w nogi zawodnika gości – uważa Grzesiak, który całą sytuację oglądał z trybun. Arbiter jeszcze w pierwszej połowie wyrzucił go z ławki za głośne krytykowanie jego decyzji.
Co ciekawe, POM też musiał sobie radzić bez trenera. – Obowiązki zawodowe nie pozwoliły mi być na tym meczu – tłumaczy Konrad Maciejczyk, którego zastępował Grzegorz Poleszak.
Lublinianka – POM Iskra Piotrowice 2:1 (0:0)
Bramki: Borowski (65), Krupski (90+3) – Goździołko (88, z karnego).
Lublinianka: Zapał – Zieliński, Kursa, Borowski, Chmielnicki, ł. Sobiech (70 Łubiarz), Krupski, Wieczorek (75 Wszoła), Oszast, M. Sebastianiuk, Góral.
POM Iskra: Sulowski – P. Wronka, Bartoszcze, Jarmuł, Wałachowski (75 Orzeł), Bielak, K. Orłowski, D. Wronka (62 Poleszak), Stępień, Lis (27 Goździołko), Kaczmarczyk.
Żółte kartki: Zapał, Chmielnicki, Sebastianiuk, Oszast (L). Sędziował: Krzysztof Wasyluk (Chełm). Widzów: 200.
Opłaciło się piłkarzom Olendra jechać kilkaset kilometrów z Soli do Międzyrzeca Podlaskiego. Podopieczni trenera Michała Furlepy przywieźli do domu komplet punktów. Pomógł im zapewne powrót do składu pauzującego za kartki Tomasza Stelmacha i Artura Łukasika, który wyleczył kontuzję.
To już trzecie z rzędu zwycięstwo Olendra. Choć... – Zagraliśmy najsłabsze spotkanie w tej rundzie – przyznaje Michał Furlepa, trener zespołu z Soli. – Dopisało nam szczęście i niesamowite wejście Oskara Blachy – dodaje.
Rzeczywiście, Blacha wyrósł na bohatera Olendra. Wystarczyło dwanaście minut żeby zaliczył asystę i strzelił zwycięską bramkę dla swojego zespołu. Tymczasem gospodarze byli mocno rozżaleni. – Przegraliśmy pechowo, bo mieliśmy zdecydowanie więcej sytuacji strzeleckich – uważa Marek Pietruk, trener Huraganu.
Piłkarze z Międzyrzeca mieli po tym spotkaniu pretensje do sędziego. Ich zdaniem zbyt pochopnie pokazał on drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę Jarosławowi Szczepaniukowi. Było to jeszcze przy stanie 0:0.
– Chwilę później sędzia znów się nie popisał. Radek Klujewski wychodził sam na sam z bramkarzem Olendra i został sfaulowany, a sędzia dał zawodnikowi gości tylko żółtą kartkę. A to zagranie kwalifikowało się ewidentnie na czerwoną – twierdzi szkoleniowiec Huraganu.
Huragan Międzyrzec Podlaski – Olender Sól 1:2 (0:0)
Bramki: A. Szczepaniuk (71, z karnego) – Grelak (78), Blacha (90).
Huragan: Czerepienko – Tusz (88 Chilimoniuk), Brysztan, J. Szczepaniuk, Węgrzyniak, Osiej (56 Kwaśniewski), A. Szczepaniuk, Łocuk, Mazur (85 Maksymowicz), Klujewski, Ślósarski.
Olender: Czukiewski – Ł. Kusiak, Dobromilski, Dziedzic, Grelak, Lalik (72 Blacha), Chomicz, Stelmach, Myszka (37 Łukasik), Albingier, Różański (38 A. Kusiak).
Żółte kartki: J. Szczepaniuk, Mazur, Łocuk (H) – Chomicz, Różański, Dziedzic, Blacha (O). Czerwona kartka: J. Szczepaniuk (Huragan, 56 min, za drugą żółtą). Sędziował: Konrad Rękas (Chełm). Widzów: 200.
Beniaminek z Żółkiewki prowadzony przez nowego trenera nie sprostał Lewartowi. W pierwszej połowie meczu kibice w Lubartowie nie zobaczyli żadnej bramki. Co prawda już w 2 min, po strzale Damiana Maleszyka, piłka zatrzepotała w siatce gości, ale sędzia nie uznał gola, dopatrując się faulu piłkarza Lewartu.
Worek z golami rozwiązał się dopiero w drugiej odsłonie spotkania. Już dwie minuty po wznowieniu gry ręce w geście radości mógł podnieść do góry Łukasz Mitaszka. Ten sam zawodnik podwyższył wynik spotkania na 2:0. Hetman nie dawał za wygraną, ale ambicji wystarczyło mu jedynie tyle żeby strzelić jedną bramkę. Jej autorem był Piotr Wójcik.
Dla lubartowian to drugie z rzędu zwycięstwo. Z kolei ekipa z Żółkiewki kontynuuje złą passę. To już jej dziewiąta porażka, w tym trzecia z kolei. Tym samym debiut Marka Leszczyńskiego w roli szkoleniowca Hetmana nie wypadł okazale. Goście nie zaskoczyli niczym doświadczonej drużyny Lewartu.
– Choć niewiele brakowało – twierdzi popularny \"Ułan”. – Gospodarze oddali praktycznie dwa strzały i oba wpadły. Kluczowe było 20 minut drugiej połowy, kiedy straciliśmy dwa gole. Uczulałem na to w przerwie swoich zawodników. Niestety, zawiodła dyscyplina – dodaje.
W składzie Hetmana pojawił się kolejny po Armandzie Palicy i Andrzeju Pidku doświadczony zawodnik. Trener Leszczyński namówił do gry Bartłomieja Teodorowicza, byłego piłkarza Avii Świdnik, Granitu Bychawa i Piaskovii, który przyszedł jako wolny zawodnik. – Niestety, w kolejnym meczu z Unią znów będziemy mieli pod górkę, bo za kartki musi pauzować Piotrek Skrzypczyński – martwi się szkoleniowiec zespołu z Żółkiewki.
Lewart Lubartów – Hetman Żółkiewka 2:1 (0:0)
Bramki: Mitaszka (47, 59) – Wójcik (71).
Lewart: Wilkołek – Jezior, Maleszyk (18 Dajek), Cyranek, Pszczoła, Pożak, Mitaszka, Mitura, Krzyżanowski (81 Korzeniowski), Kaczmarski, Łukasiewicz (46 Latek).
Hetman: Dąbała – Stohryn, Tuczyński, Piotr Skrzypczyński, Przemysław Skrzypczyński, Pietrzak (75 Zabiegły), Palica, Pawelec (78 Mącik), Teodorowicz (55 Prus), Pidek (72 Skorek), Wójcik.
Żółte kartki: Piotr Skrzypczyński (H). Sędziował: Sebastian Ignaciuk (Biała Podlaska). Widzów: 100.
Komentarze