Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Na UMCS trwa spotkanie ostatniej szansy

O godz. 9 rozpoczęła się decydująca tura negocjacji między pracownikami obsługi technicznej UMCS i władzami uczelni. Jeśli obie strony się nie dogadają, 400 sprzątaczek, portierów i szatniarzy może pójść na bruk.
Zamiar zwolnienia całego pionu obsługi rektor i kanclerz ogłosili trzy tygodnie temu. – Po analizie doszliśmy do wniosku, że nie wyjdziemy z długów (na koniec ub. roku 63 mln zł – red.), jeśli radykalnie nie zmienimy struktury zatrudnienia – tłumaczył rektor UMCS prof. Andrzej Dąbrowski. Jedyną szansą, żeby nie doszło do zwolnień, jest znalezienie innego rozwiązania. – Jeżeli związki przedstawią propozycję, która pozwoli patrzeć optymistycznie w przyszłość finansową uniwersytetu, to możemy rozważać inne warianty – zastrzegł rektor. – Złożyliśmy nasze propozycje – mówi Elżbieta Chodzyńska ze związku Sierpień \'80. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że związki proponują m.in. redukcję tylko części etatów, głównie dzięki tzw. naturalnym odejściom (np. na emeryturę). – Naszym zdaniem te propozycje są sensowne i dzięki nim można uniknąć tak dużych zwolnień – podkreśla Chodzyńska. – Zobaczymy, jak odniosą się dziś do nich władze uczelni. O godz. 9 w rektoracie UMCS spotkali się przedstawiciele załogi i władze uczelni. Dziś dowiemy się, czy rektor i kanclerz zaakceptują propozycje pracowników, czy jednak zdecydują się na wprowadzenie zwolnień grupowych. – Nic nie jest przesądzone – tłumaczyła nam wczoraj Katarzyna Mieczkowska-Czerniak, rzecznik UMCS. – Trzeba przeanalizować, czy propozycje związków są ekonomicznie zasadne. Gdyby jednak doszło do grupowych zwolnień, związkowcy nie wykluczają sporu zbiorowego. A Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej już zapowiada, że w imieniu zwalnianych pracowników wystąpi do sądu pracy.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama