III Liga: Szpital w Poniatowej, mecz kolejki w Świdniku
W środę trzecioligowcy z naszego regionu odrobią zaległości z weekendu. Meczem kolejki będzie przyjazd do Świdnika lidera tabeli – Górnika II Łęczna. Plaga kontuzji dopadła za to Stal Poniatową, która zmierzy się w Szarowoli ze Spartakusem.
- 20.10.2009 18:09
Trener Avii Wiesław Kołodziej ma spory ból głowy przy doborze składu. Główny problem dotyczy Bartłomieja Mazurka, który ciągle odczuwa ból w kolanie. Zabraknie także Radosława Muszyńskiego, a dodatkowo na uraz narzeka Andrej Habian.
Jakby tego było mało, sprawy osobiste nie pozwolą zagrać Krzysztofowi Gralewskiemu.
– Ciągle borykamy się z kłopotami kadrowymi, ale jakoś będziemy musieli sobie poradzić. Na szczęście do gry wracają już Krzysztof Burak i Damian Paluszek. Jaki mamy pomysł na ekipę z Łęcznej? Kluczem będzie zaangażowanie. Jeżeli podejdziemy do tego meczu skoncentrowani na 100 procent, to wierzę, że będzie dobrze – mówi szkoleniowiec świdniczan.
Jednak łęcznianie będą mieli do dyspozycji kilku zawodników z pierwszej drużyny, m.in. Piotra Bazlera, Krzysztofa Radwańskiego i Krystiana Michalaka.
– To będą małe derby Lubelszczyzny i na pewno ciężki mecz. W tej lidze nie ma łatwych przeciwników. Do meczu z Avią jesteśmy dobrze przygotowani i będziemy walczyć o zwycięstwo – ocenia trener \"zielono-czarnych” Janusz Mieczkowski.
Ale problemy kadrowe Avii to nic w porównaniu z sytuacją w Stali Poniatowa. We wtorek zaległe pieniądze dostali Ukraińcy Aleksander Omeljanow oraz Jewgienij Szyman i ostatecznie pożegnali się z drużyną.
Ponadto Tomasz Wójcik nadal może występować jedynie w rezerwach, a kontuzje wyeliminowały z gry: Jarosława Grajpera, Adriana Kowalskiego, Mateusza Majchrowskiego, Tomasza Jasika i Krzysztofa Jabłońskiego.
– Rzeczywiście nasz skład będzie w Szarowoli mocno przetrzebiony. Awaryjnie musieliśmy nawet zgłosić do rozgrywek czterech zawodników z drugiej drużyny. Wydaje się jednak, że największe szanse na grę ma jeden z nich – Norbert Frączek. Mimo choroby pojedzie z nami także Piotr Styżej – przyznał kierownik Stali Mirosław Samolej.
Reklama













Komentarze