Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Wewnętrzna kontrola w Ratuszu obnażyła nieudolność urzędników

Choć sadzawka w Ogrodzie Saskim od momentu powstania nie nadaje się do użytku, to miasto zamiast wymóc usunięcie usterek… zapłaciło za nią więcej, niż powinno. A zamiast karać partaczy, chce płacić za kolejną przebudowę.
Ta długa historia ma początek w 1997 r. Wtedy lubelski magistrat powierzył spółce Dyrekcja Inwestycji Miejskich (DIM) przebudowę Ogrodu Saskiego w Lublinie. Koniec robót wyznaczono na grudzień 1999 r. a okres gwarancji do końca 2002 r. Terminy kilka razy przesuwano kolejnymi aneksami. Ostatni mówi, że DIM ma czas do końca 2009 r., a gwarancja wygaśnie z końcem 2012 r. Jesienią 2001 r. DIM zleciła przebudowę układu wodnego w parku firmie San-Bud. Umowa na blisko 440 tys. zł zawarta w imieniu miasta miała być zrealizowana do końca sierpnia 2002 r. Firma nie przejęła się terminem i odbiór sadzawek nastąpił z blisko rocznym poślizgiem. Komisja dokonująca odbioru podpisała protokół, że sadzawki zrobiono w terminie, solidnie i że można ich używać. Tego samego dnia, ci sami ludzie spisali też notatkę służbową mówiącą, że… nie wszystko zostało zrobione. Ale mimo uchybień wykonawca dostał zapłatę i to większą o blisko 100 tys. zł od określonej umową. Efekty widać gołym okiem. Działa tylko fontanna i górna sadzawka. Strumień łączący ją z dolną oraz dolna sadzawka nie nadają się do użytku, bo są nieszczelne. Ale Ratusz do dziś nie sprawił, by DIM wymogła poprawki na wykonawcy, choć umowa z San-Budem dawała jej spore możliwości. Po pierwsze: jeśli wady da się usunąć, to odbiór robót można wstrzymać do usunięcia usterek. Po drugie: Jeśli wad nie da się usunąć, ale obiekt nadaje się do użytku, wykonawcy płaci się mniej. Po trzecie: jeśli obiekt nie nadaje się do użytku, można kazać zbudować go od nowa lub zerwać umowę. Ale DIM sobie z tym nie poradziła. Zawiedli też miejscy urzędnicy. Za sam fakt wystąpienia usterek powinni naliczyć spółce DIM 5 proc. kary. Z kolei za każdy dzień zwłoki w usunięciu wad 0,5 proc., i tyle samo za każdy dzień zwłoki w przekazaniu wolnego od wad obiektu. Ale miasto nie żądało takich pieniędzy. Zamiast tego magistrat chce... wydać kolejne 660 tys. zł na ponowną przebudowę sadzawek. – Nie będę oceniał realizacji tego zadania, bo nie ja je robiłem – ucina Tomasz Radzikowski, dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej w Urzędzie Miasta. – Nie czytałem protokołu i nie mogę się do niego odnieść – mówi Eugeniusz Janicki, były dyrektor wydziału, po reorganizacji urzędu szef Wydziału Dróg i Mostów. – Jesteśmy na etapie kompletowania dokumentów i na tym etapie nie ma sensu rozmawiać na ten temat – mówi Hanna Siwek z DIM. Szef San-Budu był dla nas wczoraj nieuchwytny.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama