Milioner też chce sprzedać szynobusy. Urzędnicy podnieśli mu szlaban
Urząd Marszałkowski w Lublinie ugiął się przed firmą milionera Zbigniewa Jakubasa. Dopuścił ją do przetargu na dostawę taboru kolejowego, chociaż spółka nie ma odpowiedniego doświadczenia. Tymczasem, inne województwa stawiają na sprawdzonych producentów.
- 08.11.2009 20:25
Gra idzie o duże pieniądze – samorząd województwa ma 35 mln zł na zakup pięciu spalinowych szynobusów. Otwarcie ofert w czwartek. Wygra, kto da niższą cenę.
Urzędnicy postanowili, że do przetargu dopuszczą firmy, które przez ostatnie trzy lata sprzedały przynajmniej trzy spalinowe pojazdy szynowe do przewozu osób, warte minimum 5 mln zł każdy. Newag SA – firma kontrolowana przez Jakubasa – zaprotestowała i urzędnicy zmienili specyfikację przetargu.
Teraz może w nim wystartować firma, która nie ma doświadczenia w budowie pojazdów spalinowych do przewozu ludzi. Wystarczy, że sprzedała ostatnio jakiekolwiek trzy pojazdy jeżdżące po szynach.
– Czyli nawet drezyny – zauważa Tomasz Zaboklicki, prezes Pesa Bydgoszcz SA, firmy, która zwróciła nam uwagę na zmienioną specyfikację przetargową.
Pesa to krajowy potentat w budowie taboru kolejowego, a Newag dopiero walczy o miejsce na rynku.
– Dziwię się, że Urząd Marszałkowski eksperymentuje na pasażerach i ryzykuje wydanie publicznych pieniędzy. Tylko firmy, które prowadzą seryjną produkcję, zdążą dostarczyć wam do września przyszłego roku pierwsze dwa pojazdy. Przebadane i z certyfikatami – przekonuje Zaboklicki.
Newag twierdzi, że wymagania lubelskich urzędników mogła spełnić tylko Pesa. Dlatego oprotestował pierwszy przetarg.
– Nasze uwagi dotyczyły doświadczenia wymaganego od uczestników przetargu. To wykluczało nas z postępowania – tłumaczy Józef Michalik, dyrektor działu marketingu w Newagu. – Tym protestem otworzyliśmy przetarg dla innych firm.
– Urząd może zaoszczędzić w przetargu, ale dołożyć potem do eksploatacji – zauważa prezes Pesa.
– Zmieniliśmy specyfikację, żeby zwiększyć konkurencyjność – uzasadnia Wojciech Wnuk z komisji przetargowej.
– Bo wtedy uzyskujemy lepsze ceny – dodaje marszałek Krzysztof Grabczuk (PO).
Jednak inne urzędy marszałkowskie odrzucają protesty Newagu. Jak np. w woj. zachodniopomorskim, gdzie nie chcą kupować taboru od producentów bez doświadczenia.
– Ich pojazdy spędzają bardzo dużo czasu w naprawie – stwierdził Witold Jabłoński, tamtejszy wicemarszałek. Przypomniał przypadek prototypowego szynobusu firmy Kolzam, który już w drugim roku eksploatacji był 240 dni w naprawie.
Podobny protest Newagu odrzucił w sierpniu marszałek woj. dolnośląskiego.
Reklama
Komentarze