Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Kolejny przykład bałaganu w śródmieściu: Baner na drzewie

Właściciel jednej z myjni samochodowych powiesił reklamę na drzewach w śródmieściu. Magistrat zapowiada interwencję. – Trzeba na dobre skończyć z taka samowolką – dodają specjaliści.
Żółtą płachtę przywiązano do drzew rosnących wzdłuż ul. Stefana Wyszyńskiego. Jaskrawy baner spełnia swoja rolę, z daleka rzuca się w oczy. – Szpeci ulicę i nie pasuje do pobliskich zabytków – mówi Marta Korcz, studentka z Lublina. – Kawałek folii przywiązanej do drzew wygląda okropnie. Dziwne, że w centrum miasta każdy może wieszać, co mu się podoba. Tak niestety jest w większości przypadków. Ale przytwierdzanie reklam do drzew nie wchodzi w grę. – To nielegalne – mówi Józef Wrona, z Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miasta. – Właściciel firmy z pewnością nigdzie tego nie zgłaszał, bo na coś takiego nie można uzyskać pozwolenia. Baner musi zniknąć. W czwartek będziemy interweniować. Problem reklamowej samowolki dotyczy całego miasta. Nawet w śródmieściu nie jest lepiej, chociaż to strefa objęta nadzorem służb ochrony zabytków. – Jeśli reklama pojawia się na obiekcie wpisanym do rejestru zabytków, natychmiast wydajemy nakaz jej usunięcia – mówi Dariusz Kopciowski, zastępca Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. – Nadzorujemy 36 stref w całym regionie. Nie jesteśmy w stanie monitorować wszystkich. Na lubelskim Starym Mieście panuje porządek. Niestety na sąsiednich ulicach, np. Lubartowskiej i Narutowicza, jest znacznie gorzej. Usuwanie reklam z zabytków jest proste, bo właściciele takich obiektów regularnie występują o zwolnienie z podatku od nieruchomości. Do tego potrzebne jest zaświadczenie konserwatora. W razie konfliktu, uzyskanie dokumentu stoi pod znakiem zapytania. Gdy reklama zawiśnie tylko w strefie chronionej, pozostają administracyjne nakazy i droga sądowa. – To walka z wiatrakami – dodaje Kopciowski. – Niekoniecznie – przekonują w Forum Rozwoju Lublina. Jako przykład podają Wrocław i Poznań, które poradziły sobie z reklamowym bałaganem. – Tam jest miejski plastyk, który ustala zasady, sprawdza, kto i jakie reklamy wiesza – mówi Janusz Dołęga, rzecznik FRL. – Nam też potrzebne jest takie systemowe rozwiązanie. W tej chwili miasto się miota, ale nie jest wstanie wypracować skutecznego rozwiązania. Członkowie FRL chcą skłonić do działania radnych i Miejskiego Konserwatora Zabytków. Dziś nie ma on żadnych realnych kompetencji. A na ulicach pojawiają się kolejne reklamowe potworki. – Panuje zupełna samowolka – mówi Jadwiga Jamiołkowska, architekt. – Dziś widziałam, jak ktoś ukradkiem przykręcał reklamę do ogrodzenia parku bronowickiego. Potrzeba zdecydowanych działań miejskiego konserwatora. Radni powinni uchwalić odpowiednie prawo lokalne.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama