Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Rodzina z podlubelskich Strzeszkowic: Pożar zrujnował nam życie

Ogień strawił meble, ubrania i wnętrze mieszkania. – Nie mamy dosłownie nic – rozpaczają Dzięglewscy. Najbardziej ucierpiał ich 6-letni synek. Jest w bardzo ciężkim stanie.
Wiolecie Dzięglewskiej wciąż trudno mówić o tym, co wydarzyło się tydzień temu. – Nie wiem, co będzie z naszym synkiem. Lekarze stwierdzili, że dym mógł spowodować nieodwracalne zmiany – załamuje ręce kobieta. Za chwilę tłumione emocję biorą górę – kobieta pada na ziemię. Pożar w ich domu wybuchł najprawdopodobniej z powodu zwarcia instalacji elektrycznej. 6-letni Przemek oglądał telewizję, kiedy jego matka poczuła swąd dymu. Przeniosła syna do drugiego pokoju. Próbowała otworzyć drzwi wejściowe do domu, ale straciła przytomność i upadła. Sławomir Dzięglewski był w tym czasie na zakupach. Kiedy wrócił, nie mógł się dostać do środka. Siekierą wyrąbał drzwi, za którymi leżała jego żona. Pobiegł po syna. Z trudem odnalazł go w kłębach dymu. 4-letnia Anitka na szczęście zamknęła się w innym pokoju. Tam zadymienie nie było jeszcze tak duże. – Sąsiad Mariusz Kowalski zaczął reanimować syna. Wezwał też pogotowie, które śmigłowcem zabrało Przemka do szpitala. Gdyby nie on, syn pewnie by już nie żył – mówi Dzięglewski. Chłopczyk jest w bardzo ciężkim stanie. Oprócz zatrucia dymem, ma poparzone podniebienie i usta. Przez kilka dni był leczony na oddziale intensywnej terapii. – Teraz jest już na oddziale neurologii dziecięcej – mówi Agnieszka Osińska, rzecznik Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Rodzina próbuje doprowadzić do porządku spalone mieszkanie. Anitka od wyjścia ze szpitala przebywa u rodziny w Lublinie. Pani Wioletta, upadając w czasie pożaru, złamała rękę. Mimo to pomaga w remoncie mieszkania. – Żona nawet nie ma się w co ubrać, bo wszystko się spaliło – dodaje Dzięglewski. Znajomi i rodzina pomagają jak mogą. Od ponad tygodnia w domu pracuje kilka osób, które zdrapują sadzę ze ścian. – Kilka dni temu były całkiem czarne. Mocno się namęczyliśmy, żeby doprowadzić je do takiego stanu – pokazuje pan Piotr, znajomy rodziny. Oprócz ubrań rodzina nie ma też m.in. mebli i innych rzeczy potrzebnych w domu. Swoją pomoc obiecała gmina. –Przekażemy im wsparcie finansowe –zapowiada Grażyna Łabiga z Gminnego Ośrodka Opieki Społecznej w Niedrzwicy Dużej. Największego wsparcia potrzeba jednak Przemkowi. Jego leczenie i rehabilitacja na pewno będą bardzo kosztowne.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama