Kładki nad torami nie ma i nie będzie. Mieszkańcy os. Zakole chodzą z dusza na ramieniu
Mieszkańcy zamojskiego osiedla Zakole są w kłopocie. Aby dojść do sąsiedniej dzielnicy Przemysłowej muszą przedzierać się przez wąską ścieżynę prowadzącą przez tory kolejowe. Wiedzą, że łamią przepisy, ale zapewniają… że nie mają innego wyjścia.
- 07.02.2010 11:33
– Przez te tory biega masa ludzi z naszego osiedla, z osiedla Zamoyskiego i całego Nowego Miasta! – złości się 40-letnia mieszkanka jednego z bloków na os. Zakole. – Ludzie chodzą do pracy, dzieci do szkoły. To najkrótsza trasa. Aby dojść np. na ul. Kilińskiego zgodnie z przepisami trzeba nałożyć chyba jakiś… kilometr. Ludzie się boją, ale ryzykują…
Tory na os. Zakole przebiegają ok. 100 metrów od najbliższego bloku. Jeżdżą tędy ostatnio jedynie pociągi towarowe (ruch pasażerski w Zamościu ostatnio zamarł – pisaliśmy o tym wielokrotnie). Jak zapewniają mieszkańcy zdarza się, że przez cały dzień nie przejedzie przez nie nic.
– To jest najgorsze – tłumaczy kobieta. – Ludzie przyzwyczajają się, że pociągów nie ma i tracą czujność. Zresztą widoczność jest w tym miejscu kiepska. Pełno tam krzaków… W końcu dojdzie tutaj do tragedii.
Czy można coś na to poradzić? Marcin Zamoyski, prezydent Zamościa wielokrotnie apelował o wyprowadzenia torów ze Starówki (ta sama linia biegnie obok os. Zakole). Dlaczego? Bo drgania źle oddziaływają na staromiejskie zabytki. Zamojski magistrat zwrócił się nawet do PKP Polskie Linie Kolejowe S.A z wnioskiem o usunięcie torów.
Były też rozmowy na ten temat. To nie przyniosło rezultatu. Małgorzata Kwiatkowska, rzecznik tej instytucji tłumaczyła nam, że sparaliżowałoby to ruch na trasie Zamość-Hrubieszów, poza tym PKP nie ma pieniędzy na demontaż i budowę nowych torów (pochłonęłoby to co najmniej kilka milionów zł.).
– Likwidacja torów byłaby rozwiązaniem – zastanawia się Maria Latymowicz, przewodnicząca os. im Jana Zamoyskiego (os. Zakole jest jego częścią). – Wielokrotnie mieszkańcy osiedla składali wnioski do nas, żeby tę sytuację rozwiązać np. przez budowę kładki nad torami. Ale to jest niemożliwe. Z kilku powodów. Grunt przylegający do torów jest własnością prywatną. PKP też podzieliło się na kilka spółek i nie ma do kogo się zwrócić. Sytuacja jest patowa.
Przewodnicząca jednak podziela obawy mieszkańców.
– Nasyp jest wysoki, a noga przechodnia może łatwo uwięznąć w tych torach – mówi. – To jest naprawdę niebezpieczne… We wtorek mamy zebranie zarządu osiedla. Wspólnie zastanowimy się co z tym zrobić. Bo to przejście jest potrzebne. W tej części miasta jest to jedyna droga komunikacyjna dla wielu pieszych.
Reklama

Komentarze